Katsa, główna bohaterka, od pierwszych stron wydaje się kimś, kogo łatwo zaszufladkować: silna, niepokonana, obdarzona śmiercionośnym talentem. Autorka jednak szybko podkopuje ten obraz. Jej Dar nie jest błogosławieństwem ani powodem do dumy, jest ciężarem, który bohaterka dźwiga każdego dnia. I właśnie ten wewnętrzny konflikt staje się sercem powieści. Katsa nie uczy się, jak walczyć lepiej, tylko jak żyć ze sobą, jak oddzielić to, kim jest, od tego, do czego została zmuszona. Jej rozwój jest powolny, miejscami bolesny i nie zawsze satysfakcjonujący, ale przez to bardzo ludzki.
Relacje między bohaterami również nie wybuchają nagle. Przyjaźń i bliskość rodzą się stopniowo, w rozmowach, drobnych gestach i wspólnych doświadczeniach. Po nie jest tu klasycznym księciem-ratownikiem, męskim, chcącym spalić świat i rzucającym wszystko dla tej jedynej. Jest raczej kimś, kto towarzyszy, słucha i czasem kwestionuje wybory Katsy. Ich relacja bywa ciepła, bywa niezręczna, czasem sprawia wrażenie przyspieszonej, ale nigdy nie przytłacza głównej osi fabuły. Opiera się przede wszystkim na przyjaźni i to raczej dodatek do drogi bohaterki niż jej cel.
Trzeba jednak uczciwie powiedzieć: „Wybrańcy” potrafią być przegadani. Długie wędrówki, rozważania i dialogi sprawiają, że tempo momentami siada, a książka bardziej się snuje, niż pędzi do przodu. Nie każdy odnajdzie w tym przyjemność, osoby szukające dynamicznego fantasy, pełnego zwrotów akcji mogą poczuć znużenie. To historia, którą czyta się cierpliwie, a nie zachłannie. Świat przedstawiony nie epatuje rozmachem, ale ma swój specyficzny klimat. Siedem królestw istnieje bardziej jako idea niż szczegółowo rozrysowana mapa - wiemy wystarczająco dużo, by zrozumieć zależności władzy, strach przed Obdarzonymi i kruchość porządku politycznego. To fantasy oszczędne, które nie próbuje przytłoczyć nadmiarem magii, tylko wykorzystuje ją jako narzędzie do opowiedzenia historii o kontroli, manipulacji i strachu.
Zakończenie nie jest wybuchowe ani spektakularne. Raczej domyka historię w sposób spokojny, nawet lekko melancholijny. Daje poczucie zamknięcia, ale też zostawia przestrzeń na dalsze opowieści w tym świecie. To finał, który pasuje do całości, bez dramatycznych fajerwerków, za to z naciskiem na wybory i ich konsekwencje. Mimo tych niedoskonałości, powieść ma w sobie coś kojącego. Styl jest prosty, świat nieprzeładowany nadmiarem detali, a polityczne i magiczne elementy stanowią raczej ramę niż sedno opowieści. Najważniejsze pozostaje pytanie o wolność, wybór i prawo do decydowania o własnym życiu, zwłaszcza w świecie, który próbuje sprowadzić bohaterkę do roli narzędzia.
Ciekawym elementem jest sam Dar, który jest niejednoznaczny, momentami niepokojący i celowo pozostawiony w półcieniu. Nie wszystko zostaje jasno wyjaśnione i można odnieść wrażenie, że autorka bardziej interesuje się konsekwencjami posiadania mocy niż jej zasadami. Dzięki temu Dar przestaje być „supermocą”, a zaczyna przypominać piętno, które wpływa na sposób, w jaki bohaterowie są postrzegani i traktowani.
"Wybrańcy” nie są książką idealną i nie próbują taką być. Czasem nużą, czasem drażnią, czasem zmuszają do cierpliwości. Ale jeśli pozwoli się im płynąć własnym tempem, można odnaleźć w nich historię o dorastaniu, wolności i próbie wyrwania się z roli, którą narzuca świat. To powieść, która nie krzyczy, ona mówi cicho, a czasem właśnie takie historie zostają z czytelnikiem na dłużej. To książka spokojna, momentami nierówna, ale szczera w tym, co chce opowiedzieć. Nie zachwyci wszystkich, ale dla czytelników, którzy cenią historie o dojrzewaniu, poszukiwaniu tożsamości i relacjach rozwijających się bez pośpiechu, może okazać się zaskakująco wartościową lekturą. Jeśli spojrzeć na „Wybrańców” z dystansu, łatwo zauważyć, że to książka bardziej o byciu niż o działaniu. Owszem, pojawiają się misje, zagrożenia i tajemnice, ale nie one zostają w pamięci najdłużej. Najważniejsze są momenty ciszy, te, w których Katsa zastanawia się, kim byłaby, gdyby nikt niczego od niej nie oczekiwał. Autorka często pozwala bohaterce myśleć, analizować, wątpić, a czytelnik zostaje zaproszony do jej głowy, nawet jeśli oznacza to wolniejsze tempo i powtarzalność emocji.
Książka recenzowana w ramach bezpłatnej współpracy z wydawnictwem