NAJNOWSZE POSTY

„Langer” był dla mnie czymś więcej niż kolejną książką z półki „kryminał/thriller”. To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Remigiusza Mroza i już wiem, że na pewno nie ostatnie. Co więcej, to pierwsza książka tego typu, jaką czytałam, w której brutalność jest aż tak bezpośrednia, intensywna i bezkompromisowa. I choć momentami było trudno, nie żałuję ani jednej przeczytanej strony. Autor wrzuca czytelnika w sam środek mroku bez żadnego ostrzeżenia. Nie prowadzi za rękę, nie łagodzi krawędzi. Tu zło nie czai się w cieniu, ono patrzy prosto w oczy. Historia rozwija się dynamicznie, a napięcie narasta niemal od pierwszych rozdziałów. Z każdą kolejną stroną miałam wrażenie, że wchodzę coraz głębiej w świat, z którego nie ma bezpiecznego wyjścia.

Relacja między bohaterami jest niepokojąca, duszna, momentami wręcz klaustrofobiczna. To nie jest zwykła gra w kotka i myszkę, to psychologiczne przeciąganie liny, w którym granice moralne przestają mieć znaczenie. Czytając, wielokrotnie łapałam się na tym, że czuję dyskomfort… ale jednocześnie nie potrafię przestać czytać. I właśnie to uważam za największą siłę tej powieści.

Brutalność jest tu dosadna, miejscami szokująca, opisana bez upiększeń. To nie są sceny, które da się szybko „przelecieć wzrokiem”. One zostają w głowie. Dla mnie – osoby, która do tej pory raczej omijała tak mocne historie – było to doświadczenie graniczne, ale też niezwykle intensywne czytelniczo. Ta książka nie próbuje się podobać. Ona konfrontuje. Mimo ciężaru tematycznego styl pisania sprawia, że lektura jest zaskakująco płynna. Krótkie rozdziały, dynamiczne dialogi i ciągłe poczucie, że „zaraz wydarzy się coś jeszcze”, skutecznie kradną czas. To jedna z tych książek, które planujesz czytać „tylko chwilę”, a kończysz dużo później, niż zamierzałaś.

„Langer” to powieść, która zostawia po sobie niepokój, pytania i dziwną ciszę po zamknięciu okładki. Nie jest łatwa, nie jest komfortowa, ale jest mocna, odważna i zapadająca w pamięć. Dla mnie to bardzo intensywny początek przygody z autorem i dowód na to, że czasem warto wyjść poza własną strefę czytelnicznego bezpieczeństwa.

Brak komentarzy