„Fiko i kotek” to nie tylko opowieść o poznawaniu nowego pupila, ale przede wszystkim o budowaniu relacji krok po kroku. To książka, która zachęca do zadawania pytań, wspólnego czytania i rozmów o tym, jak odpowiedzialnie podchodzić do zwierząt. Dużym atutem książki są ilustracje – ciepłe, pełne detali i bardzo przyjemne dla oka. Doskonale oddają emocje bohaterów, dzięki czemu nawet najmłodsi z łatwością odnajdą się w tej historii. Myślę, że szczególnie spodoba się małym miłośnikom kotów, ale równie dobrze trafi do każdego dziecka, które dopiero uczy się, że najlepsze przyjaźnie rodzą się bez pośpiechu.
Już na pierwszy rzut oka zachwycają pastelowe barwione brzegi. Delikatne odcienie przypominają taflę lodowiska, a białe rysy wyglądają niczym ślady pozostawione przez łyżwy podczas treningu. To drobny detal, ale idealnie oddaje hokejowy klimat i pasję Garretta, która od początku jest nieodłącznym elementem tej historii. Równie pięknie prezentuje się twarda oprawa. Na okładce utrzymanej w różowych barwach jest hokeista oraz instrumenty muzyczne, które oddają klimat historii i pasje głównych bohaterów. To świeże spojrzenie na romans sportowy, zamiast ciemnych, typowo męskich barw dostajemy coś lekkiego, romantycznego i bardzo estetycznego.
Ogromne wrażenie zrobiła na mnie również różowa wklejka z instrumentami muzycznymi. To z kolei piękne nawiązanie do Hannah i jej największej pasji. Bardzo podoba mi się, że wydawca postanowił wyróżnić oboje bohaterów - Garrett otrzymał swoją przestrzeń na okładce i brzegach, a Hannah zarówno we wnętrzu książki, jak i na okładce. Dzięki temu wydanie staje się spójną opowieścią o dwójce ludzi, których połączyły nie tylko uczucia, ale również marzenia i determinacja w dążeniu do celu.
Na deser zostają brzegi wszystkich tomów, które po ustawieniu obok siebie układają się w budynek akademii. Uwielbiam takie detale, bo pokazują, ile serca włożono w przygotowanie całej serii. To jedna z tych edycji, które cieszą nie tylko podczas czytania, ale również za każdym razem, gdy spojrzy się na półkę.
Sama historia nadal ma w sobie wszystko to, za co ją polubiłam. Garrett i Hannah wciąż zachwycają humorem, chemią i relacją rozwijającą się od docinek do prawdziwego uczucia. Motyw korepetycji, fałszywych randek i studenckiego klimatu nadal czyta się z ogromną przyjemnością, choć po seansie serialu wciąż uważam, że ekranizacja mocniej wydobyła emocjonalne momenty i trudniejsze doświadczenia bohaterów. Nie zmienia to jednak faktu, że książka pozostaje świetną rozrywką, do której zdecydowanie warto wrócić.
A jeśli już planujecie poznać historię Garretta i Hannah lub, tak jak ja, chcecie przeżyć ją jeszcze raz, to właśnie w tym wydaniu. To nie tylko pięknie wydana książka, ale prawdziwa gratka dla fanów serii i przykład na to, że odpowiednio zaprojektowana oprawa potrafi jeszcze mocniej podkreślić charakter opowiadanej historii.
Isola to bohaterka, której łatwo kibicować. Nie jest nieomylną wojowniczką, tylko dziewczyną żyjącą w ciągłym strachu, próbującą ukryć sekret, który może ją zabić. Z kolei Lucan początkowo działał mi na nerwy, ale właśnie dzięki temu ich relacja wypada tak dobrze. Nie ma tutaj miłości od pierwszego wejrzenia ani przesadnego dramatu, zaufanie rodzi się powoli i naturalnie, a drobne docinki tylko dodają tej dwójce charakteru.
Bardzo spodobał mi się również klimat Vingardu. Miasto żyjące według surowych zasad, wszechobecna kontrola i poczucie, że każdy może okazać się zagrożeniem, tworzą atmosferę ciągłego napięcia. Do tego dochodzi ciekawie przedstawiona magia oparta na eterze, która dobrze wpisuje się w cały świat. Świetnie się bawiłam również podczas całego Trybunału, odkrywania tajemniczych przejść i kolejnych elementów układanki.
Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to chyba do tego, że liczyłam na więcej samych smoków, a także bardziej zaskakującej akcji. Oczywiście ona tutaj jest, ale dla wyjadacza fantasy jak ja, nie było tutaj efektu WOW, momentalnie wręcz odczuwałam znużenie. Natomiast obecność skrzydlatych czuć przez całą historię, ale kiedy już się pojawiają, ma się ochotę zostać z nimi trochę dłużej, a są raczej przelotnie pokazane. Za to końcówka zdecydowanie wynagradza cierpliwość i zostawia z ogromną ochotą na kolejny tom.
„Klątwa smoka” nie próbuje na siłę szokować ani epatować romansem. To przede wszystkim historia o strachu, tajemnicach, walce z przeznaczeniem, z dobrze wyważonym wątkiem romantycznym i próbą odnalezienia siebie. Jeśli lubicie fantastykę z mroczniejszym klimatem, próbami przetrwania, sekretami i smokami pokazanymi z nieco innej strony, zdecydowanie warto dać tej książce szansę.
Egzemplarz otrzymany w ramach współpracy z wydawnictwem
Największym atutem książki jest relacja głównych bohaterów. Nie ma tu błyskawicznej miłości ani przesadnego tempa. Wszystko rozwija się stopniowo, dzięki czemu każde spojrzenie, rozmowa czy drobny gest mają znaczenie. Jasver pozostaje zagadką niemal do samego końca, a jego opanowanie i troska świetnie kontrastują z aurą niebezpieczeństwa, która go otacza. Bardzo spodobało mi się również wplecenie motywu sztuki. Obrazy, galeria i artyści tworzą klimat, który wyróżnia tę historię spośród wielu romansów. Nie jest to tylko dekoracja, ale element budujący charakter całej opowieści i nadający jej wyjątkowy styl.
Autorka pisze lekko i wciągająco, dlatego strony znikają naprawdę szybko. Choć momentami chciałoby się zajrzeć do głowy Jasvera i lepiej zrozumieć jego motywacje, brak jego perspektywy jednocześnie podsyca ciekawość i sprawia, że tajemnica pozostaje żywa niemal do końca.
„Aberracja mroku” to historia dla osób, które lubią powolnie rozwijające się uczucie, mroczny klimat, bohaterów z bagażem doświadczeń i odrobinę obsesji zamkniętej w romantycznej opowieści. To książka, która nie stawia na nieustanną akcję, lecz na atmosferę, napięcie i emocje dojrzewające z każdą kolejną stroną. Jeśli szukacie romansu z nutą tajemnicy i pięknie wykreowanym klimatem, zdecydowanie warto dać jej szansę.
Egzemplarz otrzymany w ramach współpracy z wydawnictwem
W tej grze uwielbiam to, że nie sprowadza się jedynie do rzutu kostką. Dzieci muszą porównywać symbole, zapamiętywać zdobyte informacje i wspólnie zastanawiać się, jaki ruch będzie najlepszy. Dzięki temu zabawa angażuje nie tylko najmłodszych, ale również dorosłych, którzy chętnie pomagają w rozwiązywaniu leśnej zagadki. Dużym plusem są dwa tryby rozgrywki. Wariant kooperacyjny zachęca do współpracy i wspólnego planowania, dzięki czemu nawet młodsze dzieci mogą aktywnie uczestniczyć w zabawie. Z kolei tryb rywalizacyjny dodaje odrobinę emocji i sprawia, że trzeba jeszcze uważniej obserwować planszę oraz ruchy przeciwników. Jeśli zaś chodzi o ilustracje, to są ciepłe, kolorowe i pełne uroku, a solidne elementy dobrze znoszą dziecięce użytkowanie. Leśny klimat sprawia, że gra od razu przyciąga wzrok i zachęca do kolejnych partii.
„Na tropie misia” to świetne połączenie zabawy z nauką. W naturalny sposób rozwija pamięć, spostrzegawczość, logiczne myślenie i umiejętność podejmowania decyzji, a przy tym daje mnóstwo satysfakcji z odnalezienia właściwych tropów. To jedna z tych gier, do których dzieci chętnie wracają, bo każda rozgrywka przynosi nowe emocje i kolejne detektywistyczne wyzwania. Jeżeli szukacie rodzinnej planszówki, która potrafi zaangażować zarówno przedszkolaka, jak i starsze rodzeństwo, „Na tropie misia” zdecydowanie zasługuje na miejsce na półce.
Bardzo spodobało się mi, że książka nie próbuje na siłę wzruszać. Jej siła tkwi w prostocie. Krótkie, zrozumiałe dla najmłodszych teksty doskonale współgrają z pięknymi ilustracjami, które dodają historii jeszcze więcej ciepła i emocji. To książka, którą czyta się z uśmiechem, ale i z lekkim wzruszeniem. Dzieci dostaną prostą odpowiedź na jedno z najważniejszych pytań, a dorośli przypomną sobie, że miłość najczęściej wyraża się nie słowami, lecz codziennymi gestami. „Tato, co to znaczy kochać?” to piękny picturebook do wspólnego czytania, który zostawia po sobie przyjemne ciepło i przypomina, że bycie blisko jest najpiękniejszym sposobem na powiedzenie „kocham”.