Tym razem historia skupia się na Genevieve Grimm, która po tragicznej śmierci matki trafia do Enchantry, miejsca równie zachwycającego, co przerażającego. Przeklęty pałac pełen iluzji, tajemnic i śmiertelnych pułapek szybko staje się areną rozgrywki, w której stawką jest znacznie więcej niż zwycięstwo. Autorka stworzyła przestrzeń, która dosłownie ożywa na kartach powieści. Podczas lektury miałam wrażenie, jakbym sama przemierzała labirynt marmurowych korytarzy, nie wiedząc, co czai się za kolejnymi drzwiami. Ten mrok był wszechogarniający.
Ogromnie podobał mi się motyw gry, która nie wybacza błędów. Każde wyzwanie budowało napięcie i sprawiało, że trudno było odłożyć książkę choćby na chwilę. Nieustannie towarzyszyło mi poczucie niepewności, bo w Enchantrze nic nie jest oczywiste, a pozory potrafią być wyjątkowo zdradliwe. No kupiło mnie to okrutnie mocno! Uwielbiam 🥰 A na tym całym tle rozwija się relacja Genevieve i Rowina, która jest pełna iskier, wzajemnych prowokacji i niedopowiedzeń. Ich historia nie opiera się wyłącznie na romantycznym napięciu, ale także na stopniowym budowaniu zaufania w świecie, który nieustannie zachęca do zdrady. To właśnie ta dynamika sprawiła, że kibicowałam im od pierwszych stron.
„Enchantra” dostarczyła mi wszystkiego, czego oczekiwałam po powrocie do tego uniwersum: mrocznego klimatu, emocji, tajemnic i bohaterów, których los naprawdę obchodzi czytelnika. To książka, która wciąga w swoją grę od pierwszych rozdziałów i nie pozwala o sobie zapomnieć jeszcze długo po zakończeniu lektury. A jeśli po „Phantasmie” również tęskniliście za tym światem, mogę zapewnić, że „Enchantra” doskonale wypełnia tę pustkę. No i te piękne wydanie! Musicie je mieć 😍

