Everly Wilson to bohaterka, która żyje siatkówką. Wychowana w cieniu sportowej pasji mamy i dziennikarskiej kariery ojca, łączy oba światy, prowadząc media społecznościowe drużyny Utah Stingers. To ciekawy zabieg, pokazanie klubu od zaplecza: przez pryzmat relacji, internetu, wizerunku i napięć między sportowcami a mediami. Główna bohaterka z zewnątrz wydaje się otwarta i poukładana, jednak skrywa sekret, który mocno wpływa na jej samoocenę i decyzje. Na jej drodze staje Ethan Johnson (w niektórych opisach pojawia się jako Johns), kapitan zespołu, który konsekwentnie odcina się od mediów i ma napięte relacje z dziennikarzami, w tym z ojcem Everly. Konflikt z ojcem dziewczyny dodaje historii potencjału, to przecież gotowy grunt pod mocne „enemies to lovers”. Iskrą zapalną ich bliższej relacji staje się niefortunnr zdarzenie na boisku, które zmienia dotychczasową dynamikę między nimi. To właśnie ten moment uruchamia serię wydarzeń, które szybko zmieniają ich relację. Pomysł na fabułę jest naprawdę obiecujący: konflikt na linii sportowiec–media, tajemnica bohaterki, motyw enemies to lovers i sportowe tło. To zestaw, który mógł dostarczyć wielu emocji. Brzmi jak przepis na historię pełną napięcia? Teoretycznie tak. W praktyce, nie do końca wyszło dobrze.
Największą siłą tej książki jest sam pomysł: siatkówka jako tło romansu, wątek tajemnicy, motyw anonimowej twórczości, relacja z ojcem. Problem w tym, że potencjał nie zawsze idzie w parze z realizacją. Fabuła rozwija się spokojnie, momentami aż za bardzo. Zamiast dynamicznych scen czy wyrazistych dialogów, dostajemy dużo introspekcji. Everly spędza sporo czasu na analizowaniu swoich kompleksów i lęków, co z jednej strony buduje jej psychologiczny portret, ale z drugiej może męczyć czytelnika, który czeka na konkretne wydarzenia. Ja osobiście od romantycznych historii oczekuję pazura, a nie pełzania po kartkach w oczekiwaniu na nieco emocji. Relacja między Everly a Ethanem rozwija się szybko i bez większych turbulencji. Motyw enemies to lovers nie jest tu szczególnie wyrazisty, zamiast wyraźnych starć i napięcia dostajemy raczej delikatne tarcia i szybkie ocieplenie relacji. Jeśli ktoś liczy na intensywną dynamikę i iskrzące dialogi, może poczuć niedosyt. Siatkówka, choć obecna, nie gra tu pierwszych skrzypiec. Mecze i sportowa adrenalina stanowią raczej tło niż realny motor napędowy historii. Jeśli więc ktoś tak jak ja liczy na intensywne sceny spod siatki, może poczuć lekki niedosyt.
Książkę czyta się w miarę szybko pomimo wewnętrznych rozterek głównej bohaterki, język jest prosty, przystępny, niewymagający. Dla jednych będzie to zaleta, dla innych wada. Momentami styl może wydawać się niedojrzały, dialogi nie zawsze brzmią naturalnie, a nagromadzenie trudnych doświadczeń w życiu bohaterki bywa przytłaczające. Z drugiej strony to historia, którą można pochłonąć w jeden czy dwa wieczory. Ma w sobie lekkość i pewną „wattpadową” energię, która dla wielu czytelniczek może być atutem. Jeśli szukacie lekkiego romansu osadzonego w świecie siatkówki, historii o dziewczynie z tajemnicą i sportowcu z miękkim sercem, książki na niezobowiązujący wieczór, to możecie się przy niej dobrze bawić. Jeśli jednak oczekujecie: wyraźnego napięcia w stylu prawdziwego enemies to lovers, mocnej chemii między bohaterami, intensywnej sportowej rywalizacji i emocji z parkietu, to możecie poczuć niedosyt
Cieszę się, że coraz więcej autorek sięga po siatkówkę jako tło romansu, ten sport zdecydowanie zasługuje na większą reprezentację w literaturze. Ta historia pokazuje, że potencjał jest ogromny. W moim odczuciu zabrakło jednak pazura i mocniejszego wykorzystania sportowych emocji, które w realnym świecie potrafią być przecież bezlitosne. To książka, która ma swoje momenty i sympatycznych bohaterów, ale nie wykorzystuje w pełni siły, jaką daje połączenie miłości, tajemnicy i rywalizacji pod siatką.
