Ogromnie spodobał mi się motyw Leeny, która widzi duchy. To nie jest jedynie ciekawy dodatek do fabuły, ale element, który napędza wydarzenia, nadaje historii wyjątkowego charakteru i jednocześnie wzbudza lęk. Odkrywanie tajemnic zmarłych i tego, jak funkcjonują w tym świecie, sprawiało mi ogromną frajdę. Do tego gotycki klimat wrzosowisk, mrocznej posiadłości i wszechobecnego niepokoju sprawiał, że praktycznie czułam ten chłód bijący z kart książki. Totalnie genialnym elementem, za który uwielbiam tę książkę, jest fakt, że autorka nie skupiła się wyłącznie na romansie. Oprócz powoli rozwijającej się relacji bohaterów, która nie jest centrum całej historii, dostajemy pełnokrwistą fabułę, w której nie brakuje brutalności, politycznych intryg, buntów i walki o władzę. Wszystkie te elementy świetnie się ze sobą przeplatają, dzięki czemu świat przedstawiony wydaje się żywy i wiarygodny.
Leena od razu zyskała moją sympatię. Jest inteligentna, odważna i po prostu ludzka. Popełnia błędy, ma swoje obawy i nie podejmuje bezmyślnych decyzji, przez co naprawdę łatwo jej kibicować. Równie intrygująco wypada Święty Ciszy, którego tajemniczość tylko podsycała moją ciekawość i dosłownie pochłaniała. Ich wspólna droga i stopniowe odkrywanie sekretów były jedną z największych zalet tej książki. Nie brakuje tutaj mroku, niebezpieczeństwa i brutalnych momentów, ale wszystko ma swoje uzasadnienie i idealnie wpisuje się w klimat tej opowieści. To historia, która nie tylko wciąga, ale też angażuje emocjonalnie i zostaje w głowie na długo po przeczytaniu ostatniej strony.
„Weavingshaw” to zdecydowanie jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku. Klimatyczna, pełna sekretów, świetnie skonstruowana i niesamowicie angażująca. Jeśli lubicie mroczne fantasy z gotycką atmosferą, duchami, politycznymi intrygami i bohaterami, których naprawdę chce się śledzić, to koniecznie dajcie jej szansę. Ja już nie mogę doczekać się kolejnego tomu.