Głównym bohaterem jest Duncan Wysoki, zwany Dunkiem, były giermek, który po śmierci swojego pana sam pasuje się na rycerza i rusza w drogę. Nie towarzyszy mu proroctwo ani rodowa spuścizna. Ma zbroję, miecz i bardzo proste wyobrażenie o tym, czym powinien być honor. To właśnie ta prostota stanowi największą siłę książki. Dunk nie jest mistrzem intrygi, nie błyszczy erudycją. Często reaguje impulsywnie, czasem popełnia błędy, bywa naiwny. A jednak trudno mu nie kibicować. W świecie, który coraz częściej nagina zasady do własnych potrzeb, on uparcie próbuje grać według reguł. U jego boku pojawia się chłopiec o przezwisku Jajo, w rzeczywistości Aegon z rodu Aegon V Targaryen, przyszły król. Ta relacja zbudowana na tajemnicy, wzajemnym docieraniu się i stopniowo rosnącym zaufaniu jest sercem całej książki. Nie ma w niej patosu, jest za to sporo ironii, drobnych spięć i cichej lojalności.
Tom składa się z trzech opowieści, z których każda wystawia Dunka na inną próbę. W pierwszej młody rycerz trafia na turniej, gdzie rycerskie ideały zderzają się z dumą i okrucieństwem możnych. W drugiej zostaje wciągnięty w konflikt między zubożałym lordem a jego sąsiadką, spór o wodę okazuje się starciem ambicji, pamięci o dawnych klęskach i urażonej godności. W trzeciej historia nabiera ciężaru politycznego: za fasadą weselnej uroczystości kryje się spisek, który może zachwiać całym królestwem. Skala wydarzeń jest mniejsza niż w głównej sadze, ale stawka wcale nie. Martin pokazuje, że losy kontynentu nie zawsze rozstrzygają się w wielkich bitwach. Czasem decyduje o nich wybór jednego człowieka, który mógłby odwrócić wzrok, a jednak tego nie robi.
Największą zaletą "Rycerza Siedmiu Królestw" jest perspektywa. Zamiast oglądać historię oczami królów i namiestników, patrzymy na nią z poziomu wędrownego rycerza. Dzięki temu Westeros staje się bardziej przyziemne, namacalne. Widzimy, jak żyją drobni lordowie, jak wygląda codzienność na prowincji, jak wielka polityka odbija się na tych, którzy nie mają wpływu na jej bieg. To także opowieść o dojrzewaniu nie tylko Jaja, ale i samego Dunka. Każde kolejne wydarzenie podkopuje jego czarno-białe spojrzenie na świat. Honor przestaje być hasłem z turniejowych pieśni, a staje się trudnym wyborem, za który trzeba zapłacić.
Na osobne słowa uznania zasługuje bogato ilustrowane wydanie z pracami Gary’ego Gianniego i okładka autorstwa Macieja Łaszkiewicza. Ilustracje nie są tu jedynie ozdobą. One dopowiadają świat, pokazują bruzdy na twarzach rycerzy, ciężar zbroi, napięcie przed starciem. Dzięki nim opowieść zyskuje dodatkową warstwę niemal kronikarską.
"Rycerz Siedmiu Królestw" nie próbuje być drugą "Grą o tron". Nie epatuje brutalnością na taką skalę, nie rozpisuje wielopiętrowych intryg na setki stron. Jest bardziej kameralny, chwilami lżejszy w tonie, ale wciąż nosi wyraźne piętno stylu Martina: świat pozostaje moralnie niejednoznaczny, a dobre intencje nie gwarantują dobrych skutków. To książka o tym, jak trudno pozostać przyzwoitym, gdy rzeczywistość podsuwa łatwiejsze rozwiązania. O tym, że wielkość nie zawsze wynika z pochodzenia. I o tym, że historia Westeros to nie tylko dzieje rodów, lecz także losy ludzi, którzy próbują żyć uczciwie w świecie pełnym pęknięć. Dla fanów uniwersum to lektura obowiązkowa. Dla tych, którzy obawiają się monumentalności głównej sagi, jest to idealny punkt wejścia. A dla wszystkich czytelników przypomnienie, że czasem najciekawsze historie rozgrywają się nie na tronie, lecz na drodze.
Egzemplarz bezpłatny otrzymany w ramach współpracy z wydawnictwem
