Przez większość książki autorka umiejętnie budzi napięcie, które nieustannie towarzyszyło mi podczas czytania. Śledziłam los Cassandy i czekałam na zderzenie z prześladowcą. Dziewczyna praktycznie cały czas miała poczucie, że ktoś ją obserwuje, a ja razem z nią zaczynałam się zastanawiać, komu można ufać. Tarantula długo pozostawał zagadką, a jego sposób działania sprawiał, że nigdy nie wiadomo, jaki będzie jego kolejny ruch.
Między tą dwójką od początku jest coś bardzo niepokojącego i niezdrowego. To zdecydowanie nie jest słodka historia miłosna. Jest mrok, fascynacja, strach, pożądanie, manipulacja i mnóstwo emocji, które trudno jednoznacznie nazwać. Ich relacja jest toksyczna i momentami naprawdę pokręcona, ale właśnie przez to tak mocno przyciąga uwagę. Im bardziej próbowałam zrozumieć, co właściwie dzieje się między nimi, tym bardziej chciałam czytać dalej.
I to oczywiście właśnie Tarantula najbardziej zapadł mi w pamięć. Tajemniczy, bezwzględny i momentami naprawdę przerażający, a jednocześnie miał w sobie coś, co sprawiało, że za każdym razem, kiedy się pojawiał, książka nabierała tempa. Nie jest bohaterem, którego można po prostu określić jako „dobrego” czy „złego”. Im więcej się o nim dowiadujemy, tym więcej pojawia się pytań oraz odpowiedzi. Cassandra z kolei nie zawsze mnie przekonywała. Bywała impulsywna i kilka razy miałam ochotę powiedzieć jej, żeby najpierw pomyślała, a dopiero później działała. 😅 Ale z drugiej strony jej charakter pasował do tego, przez co przeszła, a jej relacja z Tarantulą zdecydowanie nie byłaby taka sama, gdyby była potulną i przewidywalną bohaterką.
„Tarantula” nie jest tylko romansem. Przez sporą część książki bardziej czułam tutaj klimat thrillera, ciągłe napięcie, zagrożenie, tajemnice i poczucie, że coś jest nie tak. Dopiero z czasem coraz mocniej na pierwszy plan wychodzi relacja Cassandry i Tarantuli. Akcji jest tutaj mnóstwo, książka dosłownie pędzi jak rozpędzony pociąg i cały czas miała coś, co przyciągało mnie z powrotem. Szczególnie kiedy zaczynały pojawiać się kolejne elementy układanki. No i zakończenie…Tutaj autorka naprawdę mnie załatwiła. Serio. Nie spodziewałam się tego. Kompletnie. Przez chwilę po przeczytaniu ostatnich stron po prostu siedziałam i próbowałam sobie poukładać w głowie, co właściwie się wydarzyło. To było takie wielkie „CO?!”, którego absolutnie nie przewidziałam. I właśnie za takie zakończenia lubię książki najbardziej, kiedy zamykam je i jeszcze przez chwilę nie mogę przestać myśleć o tym, co się właśnie odwaliło.
„Tarantula” okazała się dla mnie historią o zemście, obsesji, strachu i przede wszystkim bardzo toksycznej miłości. Jest mroczna, momentami brutalna, ale jednocześnie naprawdę wciągająca. Nie spodziewałam się, że aż tak mnie pochłonie, a już na pewno nie tego, czym autorka zaskoczy mnie na końcu. I zdecydowanie największe WOW zostawione jest tutaj na ostatnie strony. 🖤
Egzemplarz bezpłatny otrzymany od wydawnictwa