Po zakończeniu "Limerence" byłam przekonana, że "Redamancy" będzie jedną z tych kontynuacji, które przebiją pierwszy tom. Historia zostawiła mnie z ogromnym niedosytem, więc z niecierpliwością czekałam na dalsze losy Poppy i Adriana. Niestety po lekturze drugiej części sama nie wiem, co o niej myśleć. Mam naprawdę mieszane odczucia. Książkę nadal czyta się bardzo szybko. Nie bez powodu pochłonęłam ją w ciągu kilku godzin. Autorka potrafi budować napięcie, a mroczny klimat i tajemnice sprawiają, że trudno odłożyć powieść na bok. Nie zabrakło również zwrotów akcji, które skutecznie podtrzymują ciekawość i zachęcają do poznania zakończenia.
Największym problemem jednak okazała się dla mnie relacja głównych bohaterów. W pierwszym tomie między Poppy i Adrianem aż iskrzyło, ich historia była intensywna, pełna emocji i nieoczywistego napięcia. Tutaj zabrakło mi tej chemii, która wcześniej tak bardzo mnie wciągnęła. Ich relacja momentami wydawała mi się po prostu dziwna i trudno było mi uwierzyć w niektóre zachowania czy podejmowane przez nich decyzje. Ta relacja nie jest ani trochę zdrowa, oboje są chorzy psychicznie, nie da się tego nazwać inaczej, a ich relacja to "miłość" zaburzonych osób.
Szczególnie irytowała mnie Poppy. Z jednej strony ucieka przed Adrianem przez 10 lat i próbuje odciąć się od przeszłości, a z drugiej wystarczy chwila, by była gotowa poświęcić dla niego wszystko i roztrząsa, że udawał, że jej nie zna. Ta ogromna zmienność i niezdecydowanie sprawiały, że nie potrafiłam zrozumieć jej motywacji. Zamiast kibicować bohaterom, coraz częściej zastanawiałam się, dlaczego postępują właśnie w taki sposób. Mam również wrażenie, że emocje między nimi zostały przedstawione zbyt powierzchownie. Po tak długiej rozłące liczyłam na stopniowe odbudowywanie zaufania, więcej napięcia i rozmów, które pozwoliłyby lepiej zrozumieć ich uczucia. Tymczasem wiele wydarzeń potoczyło się zaskakująco szybko, przez co trudno było mi w pełni zaangażować się w ich historię.
Nie mogę jednak powiedzieć, że to zła książka. Nadal ma w sobie elementy, które potrafią przyciągnąć uwagę, a mroczny klimat i tajemnice sprawiają, że chce się poznać finał. Po prostu po fenomenalnym pierwszym tomie oczekiwałam znacznie więcej, no ale niestety autorka nie pokonała postawionej sobie poprzeczki. "Redamancy" pozostawiło mnie z mieszanymi uczuciami. To kontynuacja, która ma swoje mocne strony, ale jednocześnie nie dostarczyła mi tych emocji, których tak bardzo oczekiwałam po "Limerence", a przypominam, że pierwszy tom był dla mnie 10/10. Warto samemu wyrobić sobie opinię, choć dla mnie to właśnie początek historii pozostaje zdecydowanie lepszą częścią tej historii.
Egzemplarz otrzymany w ramach współpracy z wydawnictwem