Sale, renifer z wiecznym błyskiem w oku i skłonnością do psot, patrzy na świat z lekkością i humorem. Fija, młoda wilczyca, nosi w sobie spokój, odpowiedzialność i uważność na innych. Ich relacja nie rodzi się z wielkich słów, lecz z codziennych chwil, rozmów, wspólnych spacerów, ciszy dzielonej w śnieżnym lesie. To przyjaźń, która nie potrzebuje definicji, choć dla otoczenia jest czymś „nie na miejscu”. Autorka subtelnie pokazuje, jak łatwo świat dorosłych potrafi narzucić granice tam, gdzie dziecięce serca ich nie widzą.
Ta opowieść szczególnie mocno wybrzmiewa w momentach próby. Gdy przychodzi rozstanie, książka nie ucieka w dramat, lecz pozostaje wierna swojej delikatności. Zakończenie nie krzyczy, raczej szepcze o tym, że to, co prawdziwe, nie znika nawet wtedy, gdy drogi się rozchodzą. I właśnie w tej powściągliwości tkwi ogromna siła historii.
Na osobną uwagę zasługują ilustracje: stonowane, zimowe, pełne światła i ciszy. Nie próbują przytłoczyć treści, lecz prowadzą czytelnika za rękę, pomagając lepiej poczuć emocje bohaterów. Dzięki nim książka działa nie tylko słowem, ale i nastrojem.
„Wilczyca i renifer” to opowieść o odwadze bycia sobą, o przyjaźni, która nie pyta o pochodzenie ani przeznaczenie i o tym, że czasem najbezpieczniejszym miejscem na świecie jest ktoś, kto nas naprawdę rozumie. To książka, do której chce się wracać, nie dlatego, że jest głośna, ale dlatego, że jest prawdziwa.
Brak komentarzy