NAJNOWSZE POSTY

„Tkający fale” to ten rodzaj kontynuacji, przy której bardziej niż pytanie „co wydarzy się dalej?” zaczynałam zadawać „co się dzieje z tą dwójką?!”. I chyba właśnie na relacjach Rhyi i Sorena opiera się większa część tej historii. Ten tom wyraźnie zwalnia z akcją, a zamiast tego daje nam więcej przestrzeni na budowanie więzi między bohaterami. Rhya przestaje być jedynie kimś, kto reaguje na wydarzenia wokół niej. Coraz bardziej próbuje zrozumieć samą siebie, swoje możliwości i przede wszystkim moc, która w niej drzemie. Bardzo podobał mi się ten kierunek, bo mogłam obserwować, jak krok po kroku zaczyna odkrywać, kim właściwie jest i czego chce od życia.

No i ten boski Soren… 🫠 Między tą dwójką zdecydowanie nie brakuje iskier. Ich relacja ma w sobie to napięcie, które sprawia, że nawet zwykła rozmowa potrafi być ciekawsza niż niejedna scena walki. Jest przyciąganie, są emocje, przekomarzanie, są momenty, w których człowiek tylko przewraca stronę z myślą: „no dalej, powiedzcie wreszcie, co naprawdę czujecie!”. Soren zdecydowanie skradł moje serce i chyba nie muszę dodawać, że jestem jego wielką fanką. 🤭

Jeśli jednak chodzi o samą akcję, tutaj mam trochę większy problem. Nie ma jej szczególnie dużo, a finał… cóż, mnie osobiście trochę rozczarował. Był dla mnie boleśnie przewidywalny i właściwie niewiele rzeczy zdołało mnie w nim zaskoczyć. Do tego momentami kompletnie nie rozumiałam decyzji bohaterów. Mamy postacie przedstawiane jako bezwzględne, Soren to wyśmienity wojownik, a później podejmują tak banalne wybory, że trudno było mi w to uwierzyć. A to, co wydarzyło się z Rhyą? 🫣 Powiedzmy, że autorka nie zostawiła mi zbyt wiele miejsca na zaskoczenie, bo bardzo szybko domyśliłam się, dokąd to zmierza.

Mimo tego książkę czytało mi się naprawdę dobrze. Historia płynie szybko, a świat przedstawiony zostaje znacznie bardziej rozbudowany. Szczególnie spodobało mi się poznawanie Hylios i Llyr, te miejsca zaczęły nabierać własnego charakteru i sprawiły, że jeszcze mocniej poczułam klimat całego uniwersum. Pojawia się też sporo nowych postaci i ku mojemu zaskoczeniu wiele z nich bardzo szybko zyskało moją sympatię.

Najbardziej cieszyło mnie jednak to, że autorka poświęciła sporo uwagi rozwojowi Rhyi jako reliktowi i skupiła się na jej maegi. Obserwowanie jej nauki, poznawania własnych możliwości i oswajania się z magią było jednym z ciekawszych elementów tego tomu. Do tego dochodzą niesamowite rumaki Paexyir, które są dla mnie jednym z tych dodatków do świata, o których nawet nie wiedziałam, że ich potrzebuję. 🥹

„Tkający fale” nie jest więc dla mnie tomem, który wygrywa wartką akcją. To raczej część nastawiona na emocje, relacje, rozwój Rhyi i coraz głębsze poznawanie świata. I choć kilka decyzji bohaterów oraz przewidywalny finał mocno mnie zirytowały, całość dała mi sporo przyjemności z lektury. A teraz pozostaje mi tylko czekać na kontynuację, bo jestem naprawdę ciekawa, dokąd autorka poprowadzi tę historię. No i muszę wiedzieć, co dalej z Rhyą, Sorenem… oraz Penem, który działa mi na nerwy w sposób wręcz imponujący. 🤣

Egzemplarz bezpłatny otrzymany w ramach współpracy z wydawnictwem 


Brak komentarzy