Sara La Rosa po śmierci ojca musi zmierzyć się nie tylko z żałobą, ale również z jego ostatnią decyzją dotyczącą przyszłości rodziny. Wraz z siostrami poznaje warunki dziedziczenia. I chyba żadna z nich nie spodziewała się, że zamiast zwyczajnych zapisów w testamencie otrzyma… plan na życie uczuciowe. Każda z sióstr ma poślubić wybranego przez ojca mężczyznę. Mało romantycznie? Zdecydowanie. Skuteczne? Co do tego trzeba się przekonać. Główna bohaterka, Sara, na której w głównej mierze skupia się pierwszy tom, ma poślubić Tobiasa Starlinga. Ich małżeństwo od początku ma być transakcją z jasno określonym terminem. Rok wspólnego życia, spełnienie warunków testamentu i każde z nich może wrócić do własnego świata. Przynajmniej w teorii. Bo przecież gdy dwoje ludzi zaczyna dzielić ze sobą codzienność, granica między tym, co zostało zapisane w umowie, a tym, co rodzi się między nimi, może bardzo szybko się zatrzeć. Tym bardziej, że Tobias skrywa własne tajemnice, a Sara nie jest kobietą, za którą początkowo ją uważa. I właśnie od tego niecodziennego układu rozpoczyna się historia „Połączeni miłością".
Już na samym początku książki dostajemy sytuację, w której człowiek chciałby powiedzieć „nie ma mowy”, odwrócić się na pięcie i wrócić do swojego spokojnego życia. I dlatego od początku dobrze czyta się tę historię, bo jesteśmy na dzień dobry zaciekawieni. Najciekawsze w tym wszystkim jest obserwowanie, jak z relacji opartej na obowiązku powoli zaczyna tworzyć się coś bardziej osobistego. Sara i Tobias nie dostają od losu klasycznej szansy na spokojne poznanie się. Zamiast randek, motylków i świadomego wyboru jest umowa, oczekiwania innych ludzi oraz świadomość, że ich wspólna przyszłość została ustalona za nich.
Podobało mi się, że ich relacja nie zmierza od razu w stronę wielkiego, gwałtownego uczucia. Bohaterowie mają okazję ze sobą porozmawiać, poznać swoje przyzwyczajenia i stopniowo odkrywać, że pierwsze wrażenie nie zawsze ma cokolwiek wspólnego z rzeczywistością. Szczególnie Tobias musi zweryfikować swoje wyobrażenie o Sarze. Początkowo widzi w niej przede wszystkim rozpieszczoną dziedziczkę, ale z czasem przekonuje się, że kobieta stojąca przed nim ma własne ambicje, problemy i sposób patrzenia na świat. Tobias zdecydowanie skradł moją sympatię. Jest opiekuńczy, uważny i kiedy już zaczyna traktować Sarę jak kobietę, a nie element rodzinnego układu, bardzo łatwo zrozumieć, dlaczego jego zachowanie może przypaść do gustu czytelnikom. Sara natomiast nie zawsze była mi tak bliska. Bywały momenty, kiedy jej decyzje bardziej mnie irytowały, niż przekonywały, choć jednocześnie nie można odmówić jej charakteru.
W tle tej romantycznej układanki pojawiają się również sekrety, które sprawiają, że historia nie ogranicza się wyłącznie do obserwowania rodzącego się uczucia. Szczególnie tajemnica związana z Tobiasem dodaje opowieści odrobiny niepewności. Nie wszystkie rozwiązania tego wątku przekonały mnie jednak w takim samym stopniu, momentami miałam wrażenie, że fabuła niepotrzebnie komplikuje coś, co mogło zostać poprowadzone znacznie prościej. Nie jest to też romans, w którym napięcie między bohaterami można by kroić nożem. I chyba właśnie tego zabrakło mi najbardziej. Przy historii o dwojgu ludzi zmuszonych do małżeństwa liczyłam na więcej zadziorności, niepewności i emocjonalnego przeciągania liny. Tymczasem Sara i Tobias dość szybko zaczynają funkcjonować jak para, której właściwie niewiele stoi na drodze do szczęścia. Nie oznacza to jednak, że książka jest pozbawiona emocji. Są tu rodzinne tajemnice, żałoba, presja związana z decyzjami ojca oraz pytanie, czy można zbudować prawdziwą relację, kiedy jej fundamentem początkowo była zwykła umowa.
„Połączeni miłością” jest historią lekką i nastawioną przede wszystkim na romantyczną rozrywkę. Nie wymaga od czytelnika wielkiego skupienia, za to całkiem dobrze sprawdza się wtedy, gdy mamy ochotę na coś, co pozwoli nam na kilka godzin oderwać się od codzienności. To jedna z tych książek, przy których można wygodnie usiąść, czytać kolejne rozdziały i zastanawiać się, kiedy bohaterowie wreszcie przestaną udawać, że chodzi im wyłącznie o podpisany kontrakt. Mimo kilku niedociągnięć książkę czytało mi się szybko i przyjemnie. Nie jest to historia, która wywróci moje spojrzenie na romanse, ale ma swój urok. Najbardziej przekonał mnie sam pomysł: testament, narzucone małżeństwo i para ludzi, którzy mieli po prostu „odegrać swoje role”, a niespodziewanie zaczynają odkrywać, że może wcale nie chcą, żeby ta umowa się skończyła. Bo czasami najtrudniej powiedzieć „kocham” wtedy, gdy na początku obiecywało się sobie, że to tylko na rok.
Jeśli lubicie romanse z motywem aranżowanego małżeństwa, bohaterów zmuszonych do wspólnego życia oraz rodzinne sekrety dorzucone do romantycznej historii, książka może być przyjemnym wyborem. To lekka opowieść o tym, że nawet najbardziej absurdalny zapis w testamencie może czasem doprowadzić do czegoś, czego nie da się już zapisać w żadnym dokumencie. A ja? Jestem ciekawa, co wydarzy się w kolejnych częściach i czy pozostałe siostry również dadzą się wciągnąć w miłosne plany pozostawione przez ich ojca.
Brak komentarzy