NAJNOWSZE POSTY

Jeśli ktoś po "Langerze" spodziewał się kolejnej jazdy bez trzymanki w głąb chorego umysłu, to "Paderborn" może go trochę zaskoczyć. Tym razem Remigiusz Mróz wyraźnie zmienia akcenty i choć nadal jest mrocznie, to jednak inaczej rozłożone są ciężary tej historii.
Najbardziej rzuca się w oczy to, że fabuła dużo mocniej skupia się na duecie Paderborn–Siarka. 
Historia się rozkręca, relacja daje radę, a klimat śledztwa wciąga na tyle, że chce się czytać dalej. Ich współpraca ma w sobie coś świeżego, momentami nawet lżejszego, co fajnie kontrastuje z całą tą brutalną otoczką. Sam Paderborn dostaje więcej przestrzeni, żeby wybrzmieć jako bohater, a Siarka naprawdę potrafi tu przejąć stery. No i jest motyw astrologii, który jest naprawdę ciekawie wykorzystany. Serio, złapałam się na tym, że zaczęły mnie interesować ascendenty i całe to planetarne zamieszanie. Ale im dalej w las, tym bardziej zaczyna to przypominać… podręcznik. Momentami czułam się jak na wykładzie z fizyki, a nie w thrillerze. Mam mieszane uczucia, ale z lekkim przechyłem na plus. Bo z jednej strony motyw został wykorzystany bardzo ciekawie, a autor potrafił zasiać ziarnko ciekawości, z drugiej strony jednak dużo terminów, dużo tłumaczenia i trochę mniej emocji nieco mnie zmęczyło. I wtedy zamiast napięcia miałam lekkie znużenie.

Jeśli chodzi o brutalność, to mam wrażenie, że jest jej trochę mniej niż wcześniej. Nadal to nie jest "lekka" książka, ale makabry zeszły trochę na dalszy plan. I po części to dobrze, bo dzięki temu historia bardziej skupia się na śledztwie i relacjach między bohaterami, a nie tylko na szokowaniu czytelnika. Niestety jednak gdzieś w połowie fabuła robi się coraz bardziej naciągana, decyzje bohaterów przestają mieć sens, a Paderborn i Siarka momentami zachowują się totalnie nie jak oni. Irracjonalni, chwilami wręcz infantylni i co najgorsze irytujący. Podejmują tak głupie decyzje, że aż kłuje to w oczy. A to już spory problem, kiedy mówimy o głównych postaciach.

Jednak na całe szczęście w tym wszystkim nie brakuje tego, co jest najważniejsze dla fanów serii, a mianowicie samego Langera. Chociaż jest go mniej niż wcześniej, to jego czarny humor naprawdę ratuje niektóre fragmenty. Niemniej jednak jeśli ktoś liczył na powtórkę z pierwszego tomu, to tutaj się trochę rozczaruje, bo słynnego psychola jest zdecydowanie mniej, a jego psychoza nie dominuje już całej opowieści. Ale paradoksalnie to daje chwilę oddechu. Po intensywności "Langera" taka zmiana tempa wcale nie jest zła. 

"Paderborn” to dla mnie taka książka na wieczór, wciągająca, momentami bardzo dobra, choć niepozbawiona dłużyzn (zwłaszcza astrologicznych). Trochę inna niż pierwsza część, trochę spokojniejsza psychicznie. Mam jednak też wrażenie, że autor sam trochę nie był przekonany do tej historii. W posłowiu Remigiusz Mróz wspomina, że nie planował kontynuacji, ale "musiał" ją napisać, aby zło nie wygrało i niestety, moim zdaniem momentami to czuć. Ta książka nie ma tej samej energii co pierwsza część. Pojawiają się też fabularne zgrzyty, które wcześniej u niego raczej się nie zdarzały. Jeśli jednak lubicie te uniwersum i thrillery z nutą czegoś "innego", to zdecydowanie warto sprawdzić kontynuację. Mimo wszystko trzecia część już na mnie czeka i mam nadzieję, że seria jeszcze odbije, bo potencjał zdecydowanie tam jest.

Brak komentarzy