NAJNOWSZE POSTY

Elfy, wampiry, smoki, akademia, enemies to lovers - brzmi jak fenomenalne i ciekawe połączenie. Tak wiele możliwości jest do wykorzystania w przypadku tych motywów. I dawno nie spotkałam się z takim miksem fantastycznych istot w jednej książce. Pomyślałam sobie od razu wow, to będzie coś! Będę się świetnie bawiła, będzie moc. No i była, do całych 150 stron, co z przykrością i smutkiem stwierdzam. I pisząc to, jest mi naprawdę źle, że muszę negatywnie opisać tę książkę, ale nie znalazłam w niej tego czegoś, co by mnie zachwyciło. 

Generalnie książka zaczęła się fajnie, główna bohaterka budzi się na stosie z trupami, poznaje tajemnicze, wrednego wojownika, jest opryskliwa, czyli to co lubię. Pomyślałam sobie wtedy, że to będzie coś, zaczęło się tak dobrze, więc co może pójść nie tak? A no jak się okazało, wiele. Mój główny zarzut jest taki, że w tej książce tak szybko przeskakujemy między wydarzeniami, że w pewnym momencie odniosłam wrażenie, że jest o niczym, a autorka wrzuca co jej tylko przyjdzie na myśl. Raz Medra uczy się walczyć, tu za chwilę ratuje przyjaciółkę na imprezie na plaży, tu znajduje rannego szczeniaka, który poważnie ranny to w zasadzie może poczekać łaskawie, ma czas (😉😶), a już na kolejnym rozdziale idzie z wrogiem na bal. Dosłownie był przeskok za przeskokiem, każdy rozdział o czymś innym, do tego podział na 4 księgi, w zasadzie nie wiem w jakim celu, dosłownie nic się ze sobą tu nie łączyło. Był jakiś główny wątek, który miał to spajać, ale na dobrą sprawę 50% wydarzeń jest tam po nic. Czułam się tak, jakbym czytała historię z Wattpada, gdzie ktoś pisze co mu w duszy zagra, bez ładu i składu, zero jakiejś sensownej fabuły, taki brudnopis, który później sklei się w jedną spójną historię.

Świat fantastyczny to kolejny aspekt, który mnie zawiódł. Oczekiwałam, że historia skupi się na wampirach, smokach, elfach, a tak naprawdę są one tłem dla wzajemnej nienawiści i westchnień między Medrą, a Blakiem. Smoków to tu nie uświadczyłam za wiele, fae były wyłącznie powiązane z pochodzeniem Medry, a wampiry okazały się tylko krwiożerczymi tyranami. Zasmuciło mnie to okrutnie. A jeśli chodzi o relację między głównymi bohaterami, to totalnie nie czułam tej chemii, która miała być. Przeskok między nienawidzę cię, a chcę cię był w oka mgnieniu i to za sprawą zobaczenia gołej klaty, po to aby zaraz znów się nienawidzić. Generalnie bardzo irytowała mnie postać Medry, która sama nie wie czego chce, jakby miała rozdwojenie jaźni. Raz mówi do mamy swojej przyjaciółki, że nie powinny się przyjaźnić, bo naraża to jej córkę na niebezpieczeństwo, po to aby za chwilę ciągnąć ją na imprezę wśród wampirów, które są dla niej zagrożeniem. Tu za chwilę mówi, że nienawidzi przywódcy drugiego domu, po to aby zaraz z nim iść na bal i podziwiać jego wdzięki. Mogłabym przytoczyć wiele takich wydarzeń, przy których podczas czytania miałam na twarzy wypisane "Co jest grane? Serio ktoś to napisał?".

Brutalne, lecz prawdziwe stwierdzenie jest takie, że ta historia jest o niczym i jest dla mnie rozczarowaniem. Z fantastyką to ma niewiele wspólnego, to książka bez fabuły z tanim romansem bez chemii. Główni bohaterowie są bez charakteru, a chemia między nimi jest na ujemnym poziomie - Medra niby silna, ale w rzeczywistości naiwna, Blake niby potężny książę wampirów, a w rzeczywistości okazywał bardzo często zagubienie we własnym świecie. Tylko powtarzał, że Medra jest jego, będzie ją chronił, ale za tym nie szła żadna chemia ani uczucie. Po prostu chęć posiadania, byleby inny nie dostał. Niestety, ale na "Krwawych skrzydłach" to książka, która w tym roku otrzymała ode mnie najsłabszą ocenę, wybudziła mnie mocno, a szkoda bo potencjał na początku był ogromny. 
Egzemplarz bezpłatny otrzymany w ramach współpracy z wydawnictwem 

Brak komentarzy