NAJNOWSZE POSTY

Są książki, które czyta się dla fabuły. Są takie, które czyta się dla emocji. I są też takie, które czyta się trochę dla siebie samej. „Mój fikcyjny chłopak” zdecydowanie należy do tej trzeciej kategorii. Bo przyznajmy to uczciwie - każda książkara choć raz pomyślała: a co, gdyby on naprawdę istniał? Gdyby wyszedł spomiędzy kartek, stanął w drzwiach pokoju i spojrzał dokładnie tak, jak w opisie w trzecim rozdziale. Olivia też o tym marzyła. I los postanowił zrobić jej psikusa, spełniając to życzenie aż za bardzo. Ta historia zaczyna się niepozornie: zwyczajna dziewczyna, trochę cicha i żyjąca w cieniu, szkolna codzienność, książki zamiast imprez i fikcyjny crush, który miał zostać fikcyjny. A potem granica między wyobraźnią a rzeczywistością zaczyna się rozmazywać. I nagle to, co miało być spełnieniem marzeń, okazuje się skomplikowane. Niewygodne. Momentami bolesne.

Największą siłą tej powieści jest to, że pod cukierkowym pomysłem kryje się coś więcej. To nie jest tylko historia „wow, chłopak z książki ożył”. To opowieść o różnicy między zauroczeniem a prawdziwym uczuciem, o tym, jak łatwo zakochać się w wyobrażeniu i jak trudno zaakceptować rzeczywistość, która nie chce się do niego dopasować. Olivia momentami irytuje, momentami wzrusza, ale przede wszystkim jest bardzo ludzka. Popełnia błędy. Gubi się. Uczy się na własnej skórze. Styl autorki jest lekki, przyjemny i niesamowicie „czytający się”. To jedna z tych książek, przy których mówisz sobie „jeszcze jeden rozdział”, a potem orientujesz się, że jest druga w nocy. Są tu sceny zabawne, są romantyczne momenty, ale są też takie, które zostają w głowie dłużej, niż by się wydawało po young adultowej okładce. Ogromnym plusem jest też morał, który nie wali czytelnika po głowie, a raczej delikatnie puka: uważaj, za czym gonisz. Czasem to, co wydaje się idealne w książce, w prawdziwym życiu zupełnie by się nie sprawdziło. A czasem największy skarb siedzi tuż obok, tylko nie ma idealnie wykreowanego wizerunku.

Czy to książka bez wad? Nie. Czy spodoba się każdemu? Też nie. Ale jeśli masz ochotę na ciepłą, lekką historię, która jednocześnie potrafi zaskoczyć refleksją, to „Mój fikcyjny chłopak” może być dokładnie tym, czego potrzebujesz. Idealna na jeden wieczór, pod kocem, z herbatą i małym uśmiechem pod nosem. Świetnie się sprawdza na rozluźnienie umysłu po ciężkim dniu. Tylko jedno ostrzeżenie: po lekturze możesz spojrzeć na swoich książkowych crushów… trochę inaczej. 📚💫

Egzemplarz bezpłatny otrzymany w ramach współpracy z wydawnictwem 



Brak komentarzy