Na pierwszy rzut oka wszystko zapowiada klasyczne fantasy z romansem w tle: trzy młode księżniczki, polityczne małżeństwa, nowe krainy i obcy dwór. Sama dałam się na to nabrać i początkowo myślałam, że uczucia odegrają tu pierwsze skrzypce. Nic bardziej mylnego. Romans jest obecny, ale pełni rolę zasłony dymnej, sprytnego zabiegu, który ma uśpić czujność czytelnika, podczas gdy pod powierzchnią zaczyna wrzeć prawdziwa gra o władzę.
W książce poznajemy trzy siostry – Sophronię, Daphne i Beatriz – wychowane przez matkę z żelazną konsekwencją i jednym celem: realizacją jej wielkiego planu. Dopiero gdy opuszczają rodzinny dom i trafiają do obcych krain, zaczynają dostrzegać rysy w misternie utkanej wizji cesarzowej. Każda z nich nosi w sobie ukryte pragnienia, wątpliwości i lęki, a dystans od matki sprawia, że coraz wyraźniej widzą minusy jej metod i ambicji. To bardzo ciekawy proces, obserwowanie, jak z perfekcyjnie wyszkolonych narzędzi zaczynają wyrastać samodzielne osoby, które niekoniecznie chcą być pionkami w cudzej grze.
Ogromnym atutem książki są intrygi polityczne. Jest ich tu naprawdę sporo: zakulisowe rozmowy, niedopowiedzenia, sojusze zawierane szeptem i decyzje, które mogą kosztować całe królestwa. Co ważne, nic nie jest czarno-białe, a każde działanie ma swoje konsekwencje. Nad wszystkim niczym cień unosi się postać matki dziewcząt, choć fizycznie jej nie poznajemy, jej wpływy są wyczuwalne niemal na każdej stronie. Wiemy, że miesza, pociąga za sznurki i wie znacznie więcej, niż zdradziła swoim córkom.
Laura Sebastian świetnie oddaje klimat każdej z krain. Każde miejsce ma własną atmosferę, inne tempo, inne problemy, kulturę, spojrzenie na magię gwiazd i inne zasady gry. Dzięki temu historie sióstr nie zlewają się w jedno, a świat przedstawiony wydaje się żywy i różnorodny. To fantasy, w którym naprawdę czuć politykę, kulturę i napięcia społeczne, a nie tylko dekoracyjną magię w tle. Na puls uważam również pomysł przedstawienia fabuły z trzech perspektyw, każdy rozdział jest prowadzony przez inną siostrę, a więc przenosimy się między krainami, ale także poznajemy uczucia każdej z nich.
„Korona z kości” to książka wciągająca, inteligentna i pełna zaskoczeń. Zamiast prostej historii o miłości dostajemy opowieść o władzy, manipulacji, rodzinnych więzach i próbie wyrwania się spod cudzego planu. Jeśli lubicie fantasy z mocnym naciskiem na intrygi, silne (choć nieidealne) bohaterki i fabułę, która nie pozwala odłożyć książki na noc, to ta pozycja zdecydowanie jest dla Was. Ja zabieram się za kontynuację z ogromną niecierpliwością.
Egzemplarz recenzowany w ramach bezpłatnej współpracy z wydawnictwem
To może być coś dla mnie, więc będę miała tę książkę na uwadze.
OdpowiedzUsuń