"Kazik i czas przed ekranem" to książka o czymś, z czym mierzy się dziś prawie każda rodzina. Nie oszukujmy się, ale ekrany są dziś wszędzie - telewizor, tablet, telefon, reklama w mieście. Dorośli korzystają z nich codziennie i dzieci bardzo szybko zaczynają robić to samo. Zresztą sama to widzę we własnym domu. Dlatego temat czasu przed ekranem wraca w wielu domach jak bumerang. I właśnie o tym opowiada książka. Kazik to kilkuletni chłopiec, którego łatwo polubić. Lubi budować z klocków, czytać z mamą, bawić się i jak wiele dzieci lubi także oglądać bajki oraz grać na tablecie. Problem pojawia się wtedy, gdy okazuje się, że nie można robić tego bez końca. Szczególnie gdy koledzy w przedszkolu opowiadają o bajce, której Kazik akurat nie może obejrzeć. I tu zaczyna się historia bardzo znajoma dla wielu rodzin.📱👩💻💻
Rodzice Kazika postanawiają wprowadzić jasne zasady dotyczące korzystania z ekranów. Nie po to, żeby zrobić chłopcu na złość, ale dlatego, że widzą, jak łatwo wciągnąć się w kolejną grę albo następny odcinek bajki. A jak dobrze wiemy, przerwanie w takim momencie zwykle kończy się złością. Kto tego nie zna z własnego domu czy otoczenia, ręka do góry 🙋♀️ I książka wcale tego nie ukrywa. Wręcz przeciwnie, pokazuje te emocje całkiem szczerze i normalizuje jako obecne w dzisiejszych czasach. Rozwiązania jakie są stosowane do takich sytuacji zdecydowanie mi się podobają, ponieważ w tej historii nikt nie wygłasza wielkich kazań, nie moralizuje. Rodzice nie straszą ekranami i nie robią z technologii największego wroga świata. Zamiast tego spokojnie tłumaczą Kazikowi, dlaczego warto pilnować czasu spędzanego przed telewizorem czy tabletem. Rozmawiają o zmęczonych oczach, o potrzebie ruchu, ale też o tym, że poza ekranem jest mnóstwo ciekawych rzeczy do robienia.
Fajnym pomysłem jest też wspólne ustalenie domowych zasad. Kazik nie dostaje po prostu listy zakazów, tylko bierze udział w rozmowie i razem z rodzicami zastanawia się, jak powinien wyglądać ich "ekranowy" regulamin. To sprawia, że cała historia brzmi bardzo naturalnie. Nie jak poradnik, tylko jak fragment zwyczajnego rodzinnego życia. Dużym plusem książki jest również pokazanie tematu, o którym dość rzadko się mówi w książkach dla dzieci, a mianowicie presję rówieśników. Dzieci naprawdę chcą oglądać to, o czym rozmawiają ich koledzy, zresztą sama coś o tym wiem mając przedszkolaka w domu. I dla Kazika to też ważne, bo jak to tak koledzy oglądają, a on nie?! Dzięki temu historia jest jeszcze bardziej wiarygodna i pokazuje najmłodszym, że podążanie za innymi wcale nie jest świetnym rozwiązaniem.
Czy warto sięgnąć po tę książkę?
Moim zdaniem tak, zwłaszcza jeśli w domu pojawiają się dyskusje o jeszcze jednej bajce albo jeszcze pięciu minutach gry. "Kazik i czas przed ekranem" pokazuje, że rozmowa i wspólne ustalanie zasad naprawdę mogą działać. To spokojna, ciepła historia o codzienności wielu rodzin. Taka, która nie moralizuje, tylko przypomina o czymś bardzo prostym: technologia jest częścią naszego życia, ale dobrze jest znaleźć dla niej właściwe miejsce.
A resztę czasu można przecież spędzić na budowaniu z klocków, czytaniu książek albo wspólnej zabawie. Na końcu książki pojawia się też fajny dodatek, kilka wskazówek dla rodziców. To krótkie, konkretne podpowiedzi, które mogą pomóc poukładać temat ekranów w domu bez krzyku i bez nerwów, ponieważ nie jesteśmy w stanie ominąć tego tematu i żyjąc w obecnych czasach musimy jako dorośli nauczyć się rozmawiać o ekranach oraz pokazać naszym dzieciom, jak z nich świadomie i rozsądnie korzystać.
Brak komentarzy