April Hill przyjeżdża do Miami, próbując odciąć się od przeszłości, która wciąż nie daje jej spokoju. Nie chce rozdrapywać starych ran ani pozwalać komukolwiek zbliżyć się na tyle, by znów ją zranić. Na jej drodze staje jednak Zander, najlepszy przyjaciel jej brata, chłopak, od którego zdecydowanie powinna trzymać się z daleka. Pewny siebie, bezczelny i momentami tak irytujący, że miałam ochotę wejść do książki i osobiście przemówić mu do rozsądku. A jednak to właśnie przy nim April zaczyna czuć coś, czego tak bardzo się bała, bezpieczeństwo.
Przyznaję, relacja tej dwójki dostarczyła mi mnóstwa emocji, choć nie zawsze były to emocje pozytywne. 😂 April jest zagubiona, poraniona i wyraźnie spragniona bliskości, przez co łatwo zatraca się w Zanderze, nawet gdy jego zachowanie powinno zapalić w jej głowie wszystkie możliwe alarmy. Red alertów to tam jest całe stado 🫣 Jednak ich relacja napędza fabułę, buduje napięcie i sprawia, że trudno pozostać obojętnym na to, co dzieje się między nimi.
Zander to zdecydowanie bohater, któremu najchętniej odebrałabym prawo do podejmowania decyzji w sprawach sercowych. 🚩 Serio, jego zachowanie wobec April momentami doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Niektóre jego wybory były dla mnie kompletnie niezrozumiałe, a za pewne sytuacje najchętniej wysłałabym go prosto na szafot. Jednocześnie właśnie to sprawiło, że tak mocno angażowałam się w tę historię. Chciałam wiedzieć, co jeszcze wymyśli, czy w końcu zrozumie swoje błędy i czy April przestanie pozwalać mu na tak wiele. Nie ma nic gorszego niż bohater, który nie wzbudza żadnych emocji, a Zander zdecydowanie do tej kategorii nie należy.
Między głównymi bohaterami czuć chemię, a ich wspólne sceny potrafią przyciągnąć uwagę. Mam jednak pewne zastrzeżenia do tempa rozwoju ich relacji. Przejście od niechęci do zauroczenia nastąpiło dla mnie zbyt szybko i zabrakło mi kilku etapów, które pozwoliłyby lepiej uwierzyć w tę przemianę. Chciałabym dostać więcej stopniowego budowania zaufania, drobnych gestów i momentów, w których uczucia rozwijają się naturalnie, zamiast pojawiać się niemal z dnia na dzień.
Ogromnym plusem jest natomiast paczka przyjaciół, którą stworzyła autorka. Ich relacje wprowadzają do fabuły sporo ciepła i sprawiają, że historia nie skupia się wyłącznie na miłosnych zawirowaniach April i Zandera. Szczególnie polubiłam brata April, Flynna, który jest opiekuńczy, wspierający i po prostu świetny z niego facet. Takich bohaterów zawsze chętnie przyjmuję w książkowym świecie! 🫶
Nie wszystkie wątki zostały jednak rozwinięte tak, jak bym sobie tego życzyła. Zaskoczyło mnie tempo, w jakim bohaterowie pogodzili się z bliźniakami, z którymi wcześniej przez długi czas nie rozmawiali. Zabrakło mi wyjaśnienia, skąd tak nagła zmiana i dlaczego wszyscy tak szybko przeszli nad wcześniejszym konfliktem do porządku dziennego. Podobnie odczułam niedosyt w przypadku relacji April z matką. Ten wątek wydaje się istotny dla zrozumienia bohaterki, dlatego liczyłam na więcej szczegółów i głębsze przedstawienie przyczyn ich trudnej relacji.
Mimo tych niedociągnięć „Race Against the Past” to przyjemna, wciągająca lektura, przy której zdecydowanie nie można narzekać na brak emocji. Widać, że jest to debiut, niektóre sceny potrzebowałyby więcej przestrzeni, a poszczególne wątki lepszego dopracowania. Nie odebrało mi to jednak przyjemności z czytania. Historia ma w sobie coś, co sprawia, że chce się przewracać kolejne strony, nawet wtedy, gdy bohaterowie skutecznie testują naszą cierpliwość. Nie bez powodu zaczytałam się i skończyłam chwilę po pierwszej w nocy.
To opowieść o próbie ucieczki od przeszłości, o lęku przed bliskością i o uczuciach, które pojawiają się w najmniej odpowiednim momencie. O bohaterach, którzy sami nie zawsze wiedzą, czego chcą, i którzy muszą zmierzyć się nie tylko z własnymi emocjami, ale też z konsekwencjami swoich decyzji. Czy była to historia bez wad? Absolutnie nie. Czy momentami miałam ochotę potrząsnąć bohaterami? Zdecydowanie tak. Ale czy mimo wszystko dobrze się bawiłam? Jak najbardziej! I czekam na kontynuację z niecierpliwością!
„Race Against the Past” to dla mnie historia pełna sprzeczności, jest irytująca, emocjonująca, momentami urocza i wystarczająco wciągająca, by chcieć poznać dalsze losy bohaterów. Jeśli lubicie romanse z trudnymi relacjami, bohaterami, którzy nie ułatwiają sobie życia i chemią wyczuwalną między stronami, warto dać jej szansę. A Zanderowi życzę przede wszystkim odrobiny rozumu, bo samą chemią i ładną buźką nie da się usprawiedliwić wszystkiego. 😂🏎️
Egzemplarz bezpłatny otrzymany od wydawnictwa

Brak komentarzy