NAJNOWSZE POSTY

"Gdybym mógł jutro wejść na tę arenę zamiast ciebie, zrobiłbym to. Gdybym mógł wymienić moje królestwo na twoje życie, też bym to zrobił."

🐉Wiecie, co to znaczy sięgnąć po książkę i kompletnie przepaść? Tak po prostu zapomnieć o całym świecie, żyć historią bohaterów, przeżywać każdą ich emocję, a potem dotrzeć do końca i poczuć, że wcale nie jest się gotowym na rozstanie? Właśnie to zrobiło ze mną „Krwawe Przymierze”. I przysięgam, nie byłam na to przygotowana!🖤 Ellis Hunter zabrała mnie do świata, w którym magia ma swoją cenę, krew wiąże silniej niż przysięgi, a przeznaczenie potrafi być wyjątkowo okrutne. Czarownice, smoki, chowańce, magia, potężne rody, królewskie intrygi i walka o władzę, brzmi jak przepis na świetną historię, prawda? A jednak to dopiero początek! Bo za tym wszystkim kryje się opowieść, która potrafi rozbudzić ekscytację, wywołać szeroki uśmiech, przyprawić o szybsze bicie serca, a później bez najmniejszego ostrzeżenia złamać je na pół.

Astrid od początku skradła moje serce. Jest w niej coś, co sprawia, że chce się jej kibicować całym sobą. Nosi na barkach ciężar, którego nie powinna dźwigać sama, a mimo to nie przestaje walczyć o swój lud. Nie potrzebuje idealnych warunków ani gwarancji zwycięstwa, żeby iść naprzód. I właśnie to w niej pokochałam! Jej charakter, determinacja i sposób, w jaki mierzy się z przeciwnościami, sprawiają, że nie da się przejść obok niej obojętnie.

A potem pojawia się Zryan… PRZEPRASZAM BARDZO, ALE CO TO JEST ZA MĘŻCZYZNA?! 😭❤️ Facet, który potrafi rozpalić emocje samą obecnością, a przy tym ma w sobie tyle uroku, że naprawdę trudno zachować rozsądek. Uwielbiałam obserwować jego relację z Astrid! Te przekomarzania, napięcie, drobne gesty i uczucia, które coraz trudniej ukrywać. To właśnie za takie historie kocham slow burn! Nic nie dzieje się tu na pstryknięcie palcami, a każde zbliżenie bohaterów sprawia, że człowiek ma ochotę odłożyć książkę, odetchnąć głęboko i… natychmiast czytać dalej. Bo przecież MUSI wydarzyć się coś jeszcze!

Nie mogę też pominąć Skylar, która jest absolutnym złotem! 😂 Jej charakter, cięty język i momenty, w których potrafi rozładować napięcie, sprawiły, że niejednokrotnie się uśmiechałam. Ale nie dajcie się zwieść tej lekkości, bo jej historia również niesie ze sobą sporo emocji. I właśnie to podobało mi się najbardziej, każda z bohaterek ma własne cele, własne rany i własne powody, by walczyć. Nie są tylko dodatkiem do wielkiej opowieści. To one nadają jej serce.

A świat przedstawiony? Ja chcę tam wrócić! 🐉✨ Smoki związane z królewskim rodem, czarownice i ich magiczni towarzysze w postaci chowańców, pradawne przymierze oraz moc, o którą toczy się walka mogąca zmienić losy całych królestw. Autorka stworzyła uniwersum, które pobudza wyobraźnię i sprawia, że z każdą kolejną stroną chce się odkrywać więcej. Uwielbiam, kiedy fantastyka nie ogranicza się do rzucenia kilku magicznych nazw, ale naprawdę tworzy fundament całej historii. Tutaj magia przenika relacje, decyzje i konflikty bohaterów, a walka o władzę ma znacznie większe znaczenie niż samo zdobycie korony.

Ogromnym plusem jest dla mnie również motyw found family. Wiecie, jak bardzo potrafią poruszyć historie o ludziach, którzy nie zawsze są połączeni więzami krwi, ale z czasem stają się dla siebie domem? Tutaj właśnie takie emocje potrafią wybrzmieć najmocniej. Bo czasem rodzina to nie ci, z którymi przyszło nam się urodzić, lecz ci, którzy zostają, kiedy cały świat obraca się przeciwko nam. I jeszcze jedna rzecz: akcja! Nie ma tutaj miejsca na nudę, ale autorka nie pędzi też na oślep, jakby chciała za wszelką cenę zmieścić sto wydarzeń na jednej stronie. Wszystko ma swój rytm. Jest przestrzeń na emocje, budowanie relacji i poznawanie świata, a kiedy wydaje się, że zaczynam już rozumieć sytuację, nagle jest BUM! Kolejny zwrot akcji i znowu nie wiem, co myśleć. Uwielbiam, kiedy książka nie pozwala mi czuć się zbyt pewnie, a moje przypuszczenia rozpadają się na kawałki.

Styl Ellis Hunter to kolejna rzecz, która całkowicie mnie kupiła. Jest lekki, przyjemny i wciągający, ale jednocześnie potrafi nadać scenom odpowiedni ciężar. Czytałam, nie oglądając się na nic, bo chciałam wiedzieć więcej, przeżywać więcej i być z bohaterami jeszcze przez chwilę. A potem nadszedł TEN moment. Ja, osoba, która naprawdę rzadko płacze przy książkach, uroniłam łzy. I chyba właśnie wtedy dotarło do mnie, jak bardzo zaangażowałam się w tę historię. Kiedy fikcyjni bohaterowie zaczynają znaczyć dla ciebie tak dużo, że ich ból staje się twoim bólem, wiesz, że trafiłaś na coś wyjątkowego. Nie spodziewałam się, że ta opowieść aż tak mnie poruszy, a jednak stało się. I nie zamieniłabym tego uczucia na nic innego.

„Krwawe Przymierze” to dla mnie nie tylko fantastyka ze smokami i magią. To historia o walce z przeznaczeniem, o odwadze, więziach, które rodzą się w najmniej odpowiednich momentach, i o nowym pokoleniu, które nie zamierza bez sprzeciwu przyjmować świata stworzonego przez poprzedników. To również opowieść, w której za wielkimi konfliktami kryją się bardzo ludzkie emocje, a każde zwycięstwo może mieć swoją cenę.

Czy polecam? ABSOLUTNIE TAK! ❤️‍🔥 Jeśli kochacie romantasy, magiczne uniwersa, smoki, charyzmatycznych bohaterów, powoli rozwijające się uczucia, niespodziewane zwroty akcji i historie, które potrafią rozśmieszyć, rozgrzać serce, a później bezlitośnie je ścisnąć, to koniecznie dajcie tej książce szansę. A ja? Ja zostałam z głową pełną myśli, sercem pozostawionym gdzieś między bohaterami i ogromną potrzebą, żeby natychmiast wrócić do tego świata. Książkowy kac? Gwarantowany. Tęsknota za bohaterami? Już jest. Potrzeba kolejnego tomu? NA WCZORAJ! 😭🐉🖤Ellis Hunter, co Ty mi zrobiłaś?!


Egzemplarz bezpłatny otrzymany od wydawnictwa 


Brak komentarzy