NAJNOWSZE POSTY

Rory wraca do swojego świata. Powinna się cieszyć, prawda? W końcu opuszcza Vinculę i znów jest wśród ludzi, których zna. Jest tylko jeden mały problem, otóż nie pamięta, co wydarzyło się podczas jej pobytu w tej krainie. Nie pamięta przyjaciół, nie pamięta Caiusa, nie pamięta nawet tego, dlaczego właściwie czuje, że czegoś jej brakuje. I właśnie tutaj zaczyna się cała zabawa. Bo pamięć można wymazać, ale niekoniecznie da się wymazać emocje. Rory zaczyna mieć dziwne sny, pojawiają się pytania, których nie potrafi zignorować, a im więcej odkrywa, tym mocniej czuje, że jej „powrót do normalności” jest jedną wielką ściemą. 😅 A gdzieś po drugiej stronie jest Caius, król Vinculi, facet z potężną mocą, jeszcze większą liczbą problemów i zdecydowanie zbyt dużym uczuciem do Rory. Tyle że ich ponowne spotkanie wcale nie będzie proste. Zwłaszcza kiedy między nimi stoją: magia, przepowiednie, rodzinne tajemnice i cała masa rzeczy, które zdecydowanie nie powinny się wydarzyć.

Muszę przyznać, że świat wykreowany przez Jamie Applegate Hunter nadal jest dla mnie jednym z najmocniejszych punktów. Vincula, Erdikoa, różne rodzaje magii, Monarchowie, zasady rządzące tym uniwersum, tutaj naprawdę jest w czym grzebać. Im więcej sekretów zostaje odkrytych, tym bardziej widać, że za historią Rory i Caiusa kryje się coś większego. Zdecydowanie podobały mi się rozdziały z perspektywy Caiusa. Mogłam zajrzeć mu do głowy i zobaczyć, co właściwie siedzi pod tą całą mroczną otoczką. I cóż, muszę przyznać, że czasami miałam ochotę powiedzieć mu: Człowieku, porozmawiaj z nią. Po prostu. 😂 Bo właśnie z komunikacją bohaterów bywa tutaj różnie. Rory i Caius mają przed sobą naprawdę sporo problemów, ale momentami zamiast je rozwiązywać, krążą wokół nich jak kot wokół gorącej owsianki. 

Jeśli chodzi o minusy, to uważam, że niektóre fragmenty mogłyby spokojnie zostać skrócone, a historia absolutnie by na tym nie ucierpiała. Początek szczególnie mocno zwalnia i zamiast ciągłego napięcia dostajemy sporo zwyczajności Rory po powrocie do Erdikoi. Czasami czekałam więc na ten moment, kiedy wreszcie wydarzy się COŚ, co wyrwie mnie z fotela. 😅 Na szczęście później pojawia się więcej odpowiedzi, tajemnic i elementów układanki, które zaczynają wskakiwać na swoje miejsce. Autorka rozszerza świat i odsłania kolejne karty, dzięki czemu historia nabiera większego sensu.

To raczej taki tom, który miał bardzo dużo ciekawych pomysłów, ale nie wszystkie zostały wykorzystane w najlepszy sposób. Najbardziej zabrakło mi mroku, dynamiki i napięcia, które by podkręciły całość. Szczególnie że książka przez sporą część czasu buduje oczekiwanie na wielkie wydarzenia, a kiedy w końcu do nich dochodzi… mam wrażenie, że wszystko dzieje się trochę za szybko. 😅

Mimo wszystko nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Nadal jestem ciekawa tego świata, nadal lubię Rory i Caiusa, a cała koncepcja Vinculi, magii, przeznaczenia i więzi między bohaterami ma w sobie coś, co skutecznie zatrzymuje przy tej historii. Czy polecam? Zdecydowanie warto sprawdzić, co ma do zaoferowania środek książki. Tylko musicie uzbroić się w cierpliwość, bo „Aeternum” lubi czasami zrobić krok w bok, zamiast biec prosto do celu. 😉

Egzemplarz bezpłatny otrzymany od wydawnictwa 

Brak komentarzy