Muszę przyznać, że świat wykreowany przez Jamie Applegate Hunter nadal jest dla mnie jednym z najmocniejszych punktów. Vincula, Erdikoa, różne rodzaje magii, Monarchowie, zasady rządzące tym uniwersum, tutaj naprawdę jest w czym grzebać. Im więcej sekretów zostaje odkrytych, tym bardziej widać, że za historią Rory i Caiusa kryje się coś większego. Zdecydowanie podobały mi się rozdziały z perspektywy Caiusa. Mogłam zajrzeć mu do głowy i zobaczyć, co właściwie siedzi pod tą całą mroczną otoczką. I cóż, muszę przyznać, że czasami miałam ochotę powiedzieć mu: Człowieku, porozmawiaj z nią. Po prostu. 😂 Bo właśnie z komunikacją bohaterów bywa tutaj różnie. Rory i Caius mają przed sobą naprawdę sporo problemów, ale momentami zamiast je rozwiązywać, krążą wokół nich jak kot wokół gorącej owsianki.
Jeśli chodzi o minusy, to uważam, że niektóre fragmenty mogłyby spokojnie zostać skrócone, a historia absolutnie by na tym nie ucierpiała. Początek szczególnie mocno zwalnia i zamiast ciągłego napięcia dostajemy sporo zwyczajności Rory po powrocie do Erdikoi. Czasami czekałam więc na ten moment, kiedy wreszcie wydarzy się COŚ, co wyrwie mnie z fotela. 😅 Na szczęście później pojawia się więcej odpowiedzi, tajemnic i elementów układanki, które zaczynają wskakiwać na swoje miejsce. Autorka rozszerza świat i odsłania kolejne karty, dzięki czemu historia nabiera większego sensu.
To raczej taki tom, który miał bardzo dużo ciekawych pomysłów, ale nie wszystkie zostały wykorzystane w najlepszy sposób. Najbardziej zabrakło mi mroku, dynamiki i napięcia, które by podkręciły całość. Szczególnie że książka przez sporą część czasu buduje oczekiwanie na wielkie wydarzenia, a kiedy w końcu do nich dochodzi… mam wrażenie, że wszystko dzieje się trochę za szybko. 😅
Mimo wszystko nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Nadal jestem ciekawa tego świata, nadal lubię Rory i Caiusa, a cała koncepcja Vinculi, magii, przeznaczenia i więzi między bohaterami ma w sobie coś, co skutecznie zatrzymuje przy tej historii. Czy polecam? Zdecydowanie warto sprawdzić, co ma do zaoferowania środek książki. Tylko musicie uzbroić się w cierpliwość, bo „Aeternum” lubi czasami zrobić krok w bok, zamiast biec prosto do celu. 😉
Brak komentarzy