Wampir, który pojawia się w ciemności, kły, krew i gotycki zamek, te motywy związane z Draculą znamy dziś niemal na pamięć. Tyle że zanim wampiry na dobre zadomowiły się w popkulturze, był Bram Stoker i jego hrabia, który do dziś pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych potworów literatury.
Sięgając po powieść Brama Stokera, spodziewałam się przede wszystkim klasycznej historii o wampirze. Dostałam jednak coś znacznie ciekawszego: duszną, pełną tajemnic opowieść, w której największy niepokój buduje nie to, co widzimy, ale to, czego tylko się domyślamy. Historia opowiedziana za pomocą dzienników, listów i innych zapisków pozwala stopniowo odkrywać kolejne elementy układanki. Dzięki temu napięcie narasta powoli, a atmosfera staje się coraz cięższa. Dracula nie musi pojawiać się na każdej stronie, wystarczy sama świadomość, że gdzieś jest.
Zderzenie świata nauki i racjonalnego myślenia z czymś, czego nie da się łatwo wyjaśnić jest tutaj zaskakująco ciekawie poprowadzone. Stoker pokazuje, jak szybko poczucie kontroli może zamienić się w strach, kiedy rzeczywistość przestaje być logiczna. Oczywiście trzeba pamiętać, że to powieść z XIX wieku, więc tempo i sposób prowadzenia historii mogą wymagać od współczesnego czytelnika odrobiny cierpliwości. Mnie jednak ten niespieszny rytm przypadł do gustu, pozwalał atmosferze naprawdę wybrzmieć.
Po latach i niezliczonych popkulturowych wersjach wampirów powrót do historii Stokera był dla mnie ciekawym doświadczeniem. „Dracula” przypomina, że czasem do wywołania prawdziwego niepokoju wcale nie potrzeba krwi i brutalności. Wystarczy mrok, tajemnica i odrobina wyobraźni. 🧛🏻♂️🩸 Jeśli lubicie klasyczny gotycki klimat i historie, które zamiast straszyć wprost, powoli wchodzą do głowy, to zdecydowanie warto dać Draculi szansę.
Brak komentarzy