NAJNOWSZE POSTY

Po zapowiedziach i licznych zachwytach spodziewałam się książki, która porwie mnie od pierwszych stron. Określenia w rodzaju „literacki fenomen” czy nominacje do prestiżowych nagród skutecznie podniosły moje oczekiwania. Być może nawet za bardzo, bo niestety, w moim przypadku okazały się one zdecydowanie zbyt wysokie. „Król serce” Lily King to historia o pierwszej miłości, wyborach i ich konsekwencjach, które potrafią ciągnąć się za człowiekiem przez całe życie. Nie jest to jednak porywający romans ani opowieść w stylu enemies to lovers, pełna napięcia i chemii między bohaterami. Wręcz przeciwnie, fabuła rozwija się bardzo powoli, skupiając się przede wszystkim na emocjach, rozmowach i rozważaniach postaci.

Doceniam subtelny sposób, w jaki autorka pokazuje relacje i to, jak przeszłość wpływa na teraźniejszość. Problem w tym, że momentami ta subtelność przeradzała się w rozwlekłość. Niektóre dialogi i rozmyślania bohaterów spokojnie można byłoby skrócić, bo zamiast budować napięcie, sprawiały, że moje zainteresowanie historią po prostu słabło. Najbardziej zaskoczył mnie jednak ogrom zachwytów nad tą powieścią. Nie odnalazłam w niej literackiego fenomenu, o którym tyle się mówi. Być może po prostu ta historia nie była dla mnie. A może – z przymrużeniem oka – jestem za głupia, żeby dostrzec to, czym zachwycili się krytycy i tak wielu czytelników.

Nie uważam, że to zła książka. To spokojna, refleksyjna opowieść o miłości, dorastaniu i konsekwencjach podejmowanych decyzji. Mnie jednak zabrakło większych emocji i momentów, które naprawdę poruszyłyby moje serce. Przeczytałam ją z zainteresowaniem, ale bez większego zaangażowania, a po zamknięciu ostatniej strony nie miałam poczucia, że obcowałam z czymś wyjątkowym. Dla osób lubiących niespieszne, psychologiczne historie będzie to dobra lektura. Ja jednak nie podzielam zachwytów i uważam, że określenie „literacki fenomen” jest w tym przypadku mocno na wyrost.

Egzemplarz otrzymany w ramach współpracy z wydawnictwem 


Brak komentarzy