Kalifornia, 1975 rok. W domu Taylorów dochodzi do niewyobrażalnej tragedi, ginie dwoje nastoletnich dzieci. Danny, uwielbiany przez wszystkich „złoty chłopak”, i Poppy, pełna energii młoda buntowniczka. Przy życiu zostaje tylko Vincent, ich brat, na którego mimo braku dowodów szybko pada cień podejrzeń. Lata mijają, Vincent zostaje poczytnym autorem horrorów, ale jedna noc z przeszłości wciąż nie daje o sobie zapomnieć. Kiedy jego córka Olivia, ghostwriterka znajdująca się w trudnym momencie życia, otrzymuje propozycję napisania jego ostatniej książki, spodziewa się kolejnej fikcyjnej historii. Szybko odkrywa jednak, że ojciec nie chce stworzyć następnego thrillera. Chce po raz pierwszy powiedzieć prawdę. A przynajmniej tak twierdzi. I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa z czytelnikiem.
Julie Clark świetnie pokazuje, jak bardzo można manipulować pamięcią i jak trudno odróżnić prawdę od wersji wydarzeń, którą ktoś przez lata budował wokół siebie. Podczas lektury kilka razy byłam pewna, że już wiem, co wydarzyło się w domu Taylorów, po czym autorka jednym szczegółem potrafiła całkowicie wywrócić moje podejrzenia. Największym atutem tej historii jest jednak atmosfera. Jest w niej coś niepokojącego, takie poczucie, że pod spokojną powierzchnią rodzinnych relacji cały czas czai się coś mrocznego. Powrót Olivii do miejsca, które przez lata było naznaczone tragedią, przypomina powolne odkrywanie starego, zakurzonego pudełka z listami, w którym zamiast odpowiedzi znajdujemy jeszcze więcej pytań.
Bardzo spodobało mi się również prowadzenie narracji. Przeszłość miesza się z teraźniejszością, a różne perspektywy sprawiają, że historia nabiera kolejnych odcieni. Vincent, Olivia i osoby związane z tragedią pokazują tę samą sytuację zupełnie inaczej, przez co cały czas pojawia się pytanie: komu właściwie można zaufać? „Ghostwriterka” to nie tylko kryminał o nierozwiązanej zbrodni. To także opowieść o rodzinnych ranach, ciężarze sekretów i o tym, że jedna tragedia potrafi naznaczyć całe pokolenia. Autorka nie skupia się wyłącznie na tym, kto zabił, ale przede wszystkim na tym, dlaczego pewne prawdy przez lata pozostawały ukryte. To książka dla osób, które lubią thrillery bardziej psychologiczne niż pełne pościgów i nagłych zwrotów akcji. Tutaj napięcie budowane jest stopniowo, ale kiedy już historia zaczyna wciągać, naprawdę trudno ją odłożyć.
A zakończenie? Powiem tylko tyle, przygotujcie się na to, że po zamknięciu książki jeszcze chwilę będziecie analizować wszystkie wcześniejsze wydarzenia i zastanawiać się, czy na pewno uwierzyliście właściwej osobie. „Ghostwriterka” to mroczna, inteligentna i bardzo wciągająca historia o tym, że czasami najtrudniejsze do odkrycia tajemnice znajdują się nie w cudzych domach, ale we własnej rodzinie.
Brak komentarzy