Isola to bohaterka, której łatwo kibicować. Nie jest nieomylną wojowniczką, tylko dziewczyną żyjącą w ciągłym strachu, próbującą ukryć sekret, który może ją zabić. Z kolei Lucan początkowo działał mi na nerwy, ale właśnie dzięki temu ich relacja wypada tak dobrze. Nie ma tutaj miłości od pierwszego wejrzenia ani przesadnego dramatu, zaufanie rodzi się powoli i naturalnie, a drobne docinki tylko dodają tej dwójce charakteru.
Bardzo spodobał mi się również klimat Vingardu. Miasto żyjące według surowych zasad, wszechobecna kontrola i poczucie, że każdy może okazać się zagrożeniem, tworzą atmosferę ciągłego napięcia. Do tego dochodzi ciekawie przedstawiona magia oparta na eterze, która dobrze wpisuje się w cały świat. Świetnie się bawiłam również podczas całego Trybunału, odkrywania tajemniczych przejść i kolejnych elementów układanki.
Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to chyba do tego, że liczyłam na więcej samych smoków, a także bardziej zaskakującej akcji. Oczywiście ona tutaj jest, ale dla wyjadacza fantasy jak ja, nie było tutaj efektu WOW, momentalnie wręcz odczuwałam znużenie. Natomiast obecność skrzydlatych czuć przez całą historię, ale kiedy już się pojawiają, ma się ochotę zostać z nimi trochę dłużej, a są raczej przelotnie pokazane. Za to końcówka zdecydowanie wynagradza cierpliwość i zostawia z ogromną ochotą na kolejny tom.
„Klątwa smoka” nie próbuje na siłę szokować ani epatować romansem. To przede wszystkim historia o strachu, tajemnicach, walce z przeznaczeniem, z dobrze wyważonym wątkiem romantycznym i próbą odnalezienia siebie. Jeśli lubicie fantastykę z mroczniejszym klimatem, próbami przetrwania, sekretami i smokami pokazanymi z nieco innej strony, zdecydowanie warto dać tej książce szansę.
Egzemplarz otrzymany w ramach współpracy z wydawnictwem
Brak komentarzy