Zasady są bardzo proste, trzeba odnaleźć odpowiednie składniki i wspólnie przygotować wszystkie mikstury, zanim liczba pomyłek zamieni kocioł w widowiskowy pokaz fajerwerków. Ale właśnie wtedy, gdy wydaje się, że sytuacja jest pod kontrolą i wszyscy z przekonaniem mówią: „Tak! Kryształ był tutaj!”, gra przypomina, że magia nie lubi nudy. Składniki potrafią zmienić miejsca, zwierzaki mieszają szyki, a pewność siebie szybko zmienia się w zbiorowe: „Chwila… przecież to było po drugiej stronie!”.
„Simsala Spin” jest grą, która nakłania do współpracy. Nie ma tutaj wyścigu o punkty, złośliwego podbierania kart czy triumfalnego wygrałem. Jest za to wspólne kombinowanie, podpowiedzi, śmiech po spektakularnych pomyłkach i momenty, gdy cała drużyna czuje się jak prawdziwy zespół czarodziejów ratujących laboratorium przed katastrofą. To jedna z tych gier, które sprytnie przemycają naukę przez zabawę. Dzieci ćwiczą pamięć, koncentrację i współdziałanie, ale nie mają poczucia, że wykonują jakieś zadania. Są po prostu pochłonięte misją uratowania kotła przed kolejnym wybuchem.
„Simsala Spin” nie próbuje być skomplikowaną magiczną epopeją i właśnie w tym tkwi jej urok. Jest szybka, żywa, pełna drobnych zwrotów akcji i sprawia, że nawet zwykłe szukanie składników nagle staje się małą przygodą. A jeśli po zakończonej rozgrywce ktoś przy stole zaczyna podejrzliwie patrzeć na kociołek i mówi: „On chyba specjalnie mieszał te składniki”, to znak, że magia zadziałała.
Brak komentarzy