NAJNOWSZE POSTY

Jeśli ktoś myśli, że ogród czy spacer to tylko miejsce na grządki, to najwyraźniej nie był jeszcze u Fika. Tam między truskawkami a listkami dzieją się rzeczy dużo poważniejsze niż podlewanie roślin, czasem trzeba uratować trzmiela, a czasem NIE ratować ptaszka. I właśnie na tym sprytnym czasem tak, czasem nie, opiera się urok książek "Fiko i trzmiel" oraz "Fiko i ptaszek".

Obie historie są jak dwie strony tej samej przyrodniczej przygody. W jednej Fiko pochyla się nad zmęczonym, puchatym trzmielem, który wygląda, jakby miał za sobą wyjątkowo ciężki dzień w pracy (a umówmy się, zapylanie to nie przelewki). W drugiej trafiamy na dramatyczną scenę, mały ptaszek na ziemi, zaniepokojeni rodzice nad głową i dorosły człowiek, który chce dobrze, ale nie do końca wie jak. I tu właśnie wchodzi Fiko, cały na czerwono (w sweterku) i z supermocą, której wielu z nas mogłoby mu pozazdrościć: on naprawdę słucha zwierząt. To, co robi największe wrażenie w obu książkach, to sposób w jaki przemycają wiedzę. Bez moralizowania, bez podnoszenia palca, raczej z lekkim uśmiechem i dużą dawką empatii. Dziecko nie dostaje suchej instrukcji „rób tak, nie rób tak”, tylko wchodzi w historię i samo zaczyna rozumieć, dlaczego czasem pomoc oznacza działanie, a czasem powstrzymanie się od niego.

„Fiko i trzmiel” pachnie latem i trochę też cukrową wodą, ale pod tą słodką warstwą kryje się ważna opowieść o tym, jak bardzo zapylacze nas potrzebują i jak my potrzebujemy ich. Z kolei „Fiko i ptaszek” to mała lekcja pokory wobec natury, bo nie każdy biedny maluch faktycznie potrzebuje ratunku. Fajnym smaczkiem jest też to, że po każdej przygodzie zostaje coś więcej niż tylko wspomnienie historii. Są ciekawostki, drobne fakty i podsumowanie, które sprawiają, że dziecko zaczyna patrzeć na świat uważniej. Nagle zwykły spacer może zamienić się w misję obserwacyjną, a świadomość o otaczającym świecie jest z każdą historią coraz większa. Całość idealne dopełniają ilustracje: dopasowane, spokojne, w ciepłych barwach, czyli takie, przy których aż chce się przysiąść na chwilę dłużej. Nie krzyczą kolorami, tylko zapraszają do środka. To książki, które nie tylko się czyta, ale też trochę przeżywa. A potem zaczyna się zerkać pod nogi, czy przypadkiem gdzieś nie siedzi zmęczony trzmiel albo młody ptaszek uczący się świata. I chyba właśnie o to chodzi.

Brak komentarzy