Bardzo podobał mi się też motyw bogów, nie są oni jedynie odległymi symbolami wiary, ale realną siłą wpływającą na losy bohaterów. Wampiry wierzą w Nyaxiie, niosący światło ścierają się z ciemnością i pokładają wiarę w Atroxusa, a całość buduje mocny kontrast między dobrem a złem, choć autorka sprytnie pokazuje, że granica między nimi bywa wyjątkowo cienka.
Relacje między bohaterami rozwijają się powoli i właśnie dzięki temu są wiarygodne. Tu nie ma uczucia znikąd ani natychmiastowych deklaracji. Jest napięcie, nieufność, wzajemne obserwowanie się i stopniowe oswajanie drugiej osoby. Ten slow burn działa świetnie, bo daje czas, by naprawdę poczuć emocje tej dwójki. W tym wszystkim Mische to bohaterka rozdarta między wiarą, winą i pragnieniem odkupienia, a Asar wnosi do historii spokój, mrok i tajemnicę, od której trudno oderwać wzrok. Razem tworzą duet, któremu chce się kibicować, nawet gdy wiadomo, że droga do szczęścia będzie prowadzić przez ciernie, popiół i kilka złamanych serc.
To książka bardziej nastrojowa niż pędząca na złamanie karku. Są momenty spokojniejsze, bardziej refleksyjne, ale dzięki nim historia nabiera głębi. A kiedy akcja przyspiesza, robi to z rozmachem. Oczywiście momentami odnosiłam wrażenie, że się dłuży i musiałam sobie dawkować lekturę, ale jednak ma w sobie coś, co do niej przyciąga, a ten zbudowany świat, to coś wspaniałego. „Słowik i serce z kamienia” to romantasy dla tych, którzy chcą dostać coś więcej niż tylko romans i walkę. To opowieść o wierze, zdradzie, stracie, przeznaczeniu i wyborach, które kosztują więcej, niż bohaterowie są gotowi zapłacić. Mroczna, piękna i zostawiająca po sobie bardzo przyjemny książkowy kac.
Brak komentarzy