Nie będę udawać obiektywności, Mat definitywnie kradnie tę książkę. Z postaci, którą kiedyś chciało się potrząsnąć i odesłać do domu, wyrasta ktoś naprawdę ciekawy. Trochę szczęściarz, trochę hazardzista, trochę strateg, który sam nie do końca wie, jak to się stało. Jego wątek ma tempo, lekkość i coś, czego momentami brakuje reszcie, naturalność. Kiedy inni toną w dramatach, przeznaczeniu i podejrzliwości wobec absolutnie wszystkich, Mat po prostu działa. I robi to dobrze.
Jeśli chodzi o kobiety występujące w książce, to zastanawiam się czy jest w nich siła czy bardziej frustracja dla czytelników. Tu robi się bardziej kontrowersyjnie. Z jednej strony mamy potężne, decyzyjne bohaterki, które nie są tylko tłem dla męskich losów. Z drugiej ich relacje momentami przypominają konkurs na to, kto będzie bardziej uparty, kąśliwy i przekonany o swojej nieomylności. Czy to realistyczne? Może. Czy bywa męczące? Oj, bardzo. Są jednak wyjątki, postacie, które wnoszą świeżość i charakter bez irytującej nuty wyższości. I dla nich warto przez te fragmenty przebrnąć
Nie oszukując i będąc szczerą mogę śmiało napisać, że początek i środek książki potrafią się ciągnąć. To nie jest tom, który pędzi na złamanie karku. To raczej powolne budowanie napięcia, rozszerzanie świata, dokładanie kolejnych elementów do układanki. Ale potem przychodzi finał. I nagle wszystko nabiera sensu, ten powolny rytm, rozproszone wątki, dziwne decyzje bohaterów. Końcówka jest duża, dramatyczna, wręcz teatralna. Taka, która przypomina, że to jednak epicka fantasy pełną gębą.
To, co naprawdę robi wrażenie, to skala świata. Tu nie ma prostego podziału na dobro i zło, są organizacje, które powinny być ostoją światła, a okazują się przegniłe od środka. Są sny, które mają znaczenie. Są przepowiednie, które bardziej straszą niż dają nadzieję. I jest Rand, gdzieś w tle, który powoli przestaje być chłopakiem z wioski, a zaczyna być kimś niepokojącym.
„Smok odrodzony” to książka trochę nierówna, czasem frustrująca, momentami rozwleczona, ale jednocześnie cholernie wciągająca. To taki tom przejściowy, który zamyka pewien etap historii, pozwala lepiej poznać świat i przygotowuje grunt pod coś większego. I mimo wszystkich wad, a trochę ich jest, trudno się od niego oderwać. Bo nawet jeśli bohaterowie doprowadzają cię do szału, to i tak chcesz wiedzieć, co będzie dalej. A Koło Czasu kręci się dalej.
Brak komentarzy