Josh Malerman buduje rzeczywistość, w której wzrok staje się wyrokiem. Nie wiemy, co dokładnie pojawiło się na Ziemi i właśnie w tym tkwi największa siła tej opowieści. Brak odpowiedzi nie frustruje, lecz pogłębia lęk. Wyobraźnia czytelnika pracuje intensywniej niż jakikolwiek opis potwora. Tutaj groza nie ma twarzy, imienia ani kształtu. Jest obecnością. Ciężarem. Stałym napięciem wiszącym w powietrzu.
W centrum tej opowieści stoi Malorie – bohaterka daleka od heroicznych klisz. To nie wojowniczka ani wybranka losu, lecz kobieta zmuszona do podejmowania decyzji, które łamią psychikę. Macierzyństwo w świecie „Nie otwieraj oczu” nie jest ciepłe ani instynktowne, jest surowe, zdyscyplinowane i bolesne. Każde uczucie musi ustąpić miejsca przetrwaniu. Miłość nie chroni. Chronią zasady.
Powieść prowadzona jest dwutorowo: z jednej strony obserwujemy początki katastrofy i powolne osuwanie się świata w obłęd, z drugiej śmiertelnie niebezpieczną podróż rzeką, w której każdy dźwięk może być ostatnim. Te dwa plany czasowe nie tylko się uzupełniają, ale wzajemnie potęgują napięcie. Czytelnik wie, że coś poszło bardzo nie tak, pytanie brzmi tylko: jak bardzo?
Styl Malermana jest oszczędny, momentami wręcz chłodny, ale to chłód celowy. Autor nie prowadzi za rękę, nie daje wytchnienia ani bezpiecznych pauz. Czytanie tej książki przypomina poruszanie się po ciemnym pomieszczeniu z wyciągniętymi dłońmi, nigdy nie wiesz czy za kolejnym krokiem nie czeka przepaść.
„Nie otwieraj oczu” nie epatuje brutalnością, a mimo to potrafi wywołać autentyczny dyskomfort. To horror psychologiczny, który działa długo po zakończeniu lektury. Zmusza do refleksji nad zaufaniem, instynktem, granicami człowieczeństwa i ceną przetrwania. I co najważniejsze zostawia czytelnika z pytaniem, na które nie ma dobrej odpowiedzi: co byś zrobił, gdyby jedynym sposobem na życie było zamknięcie oczu na świat?To nie jest książka, którą się „pochłania”. To książka, którą się przeżywa. Najlepiej po ciemku. Z wyostrzonym słuchem. I z lekkim niepokojem, który każe spojrzeć na okno, a potem szybko odwrócić wzrok.
Egzemplarz recenzowany w ramach bezpłatnej współpracy z wydawnictwem
Brak komentarzy