Książka, która jest… genialna. Po prostu. Z ręką na sercu: dawno nie trafiłam na publikację, która tak lekko i tak sprytnie podaje wiedzę. Najbardziej zachwyciło mnie to, że informacje — choć jest ich mnóstwo — są przedstawione w tak prosty, obrazowy i naturalny sposób, że moja córka bez trudu zapamiętywała szczegóły, od których mnie samej zakręcił się momentami mózg. Patrzyłam, jak śledzi maleńkie obrazki wynalazków, jak pyta „A co to?”, „A jak to działa?”, „A skąd oni wiedzieli, że to się uda?” i widziałam, że odkrywanie wiedzy stało się dla niej prawdziwą przygodą, nie obowiązkiem.
Kiedy autorzy mówili, że książka to mapa, nie żartowali. U nas stała się dosłownie „dywanową ekspedycją”. Jest to podróż w czasie i przestrzeni w niezwykłej formie. Rozkładamy ją na podłodze czy łóżku, rozsiadamy się jak poszukiwacze skarbów i obserwujemy, jak ludzkość krok po kroku wymyślała świat od nowa: jak powstało pismo, skąd wzięła się czekolada, dlaczego ktoś wpadł na pomysł, by zbudować maszynę, która potrafi myśleć, a nawet czy dinozaury mogłyby zostać wynalazcami (to ważne pytanie mojej córki!). No i później mówiła, że chciałaby żyć z T-rexem. To wszystko podane jak barwna mozaika pomysłów, odkryć i ludzi, tak różnorodna, że każda strona wygląda jak mini-wystawa w muzeum, tylko o wiele ciekawsza.
To zdecydowanie ogrom wiedzy w lekkim wydaniu. Najbardziej zaskakuje to, że choć książka jest monumentalna, to ani przez moment nie jest ciężka w odbiorze. Wręcz przeciwnie, treści są krótkie, zabawne, celne, tak że nawet maluch nie odczuwa „nauki”. A mimo to po kilku dniach moja córka z dumą oznajmiła, że: „Wiesz mamo, pierwsze litery ludzie nie pisali na papierze, tylko tak… rysowali, ale nie tak jak ja, tylko tak… inaczej!” I potem zaczęła mi tłumaczyć, jak wyglądały dawne znaki. Szczerze? Byłam pod wrażeniem, ile zapamiętała.
Ta książka budzi głód odkrywania. To, co szczególnie cenię, to fakt, że „Atlas wynalazków” nie tylko pokazuje przedmioty. On opowiada o ludziach, ciekawości, próbowaniu, kombinowaniu, tworzeniu. To książka, która mówi dziecku: „Zobacz, każdy genialny pomysł zaczynał się od pytania. Ty też możesz wymyślić coś niezwykłego.” I właśnie za to uwielbiam ją najbardziej. To nie jest zbiór faktów.To jest źródło inspiracji.
Książka ta jest idealna na prezent, idealna do wspólnego czytania, idealna do… wszystkiego Czy polecam? Całym sercem. To jedna z tych książek, które nie tylko pięknie wyglądają na półce, ale przede wszystkim pracują, rozwijają, pobudzają wyobraźnię. Jeśli macie w domu małego (lub dużego!) odkrywcę, jeśli chcecie podarować komuś coś wyjątkowego albo po prostu szukacie książki, która wciągnie dziecko bardziej niż bajka w telewizji, to „Atlas wynalazków” będzie strzałem w dziesiątkę. U nas już stał się ukochanym rytuałem. A ja cieszę się, że mogę siedzieć na tym dywanie obok mojej 5-latki i patrzeć, jak jej oczy błyszczą od nowych pomysłów.
Książka recenzowana w ramach nieodpłatnej współpracy z wydawnictwem
Sama chętnie bym do niej zajrzała.
OdpowiedzUsuń