Klinek to przeciwieństwo Sera pod każdym względem – nie błyszczy, nie robi zamieszania, nie rozdaje drogich prezentów. On po prostu jest: spokojny, serdeczny, trochę nieśmiały, ale dokładnie taki, jakiego potrzebuje ktoś, kto właśnie stracił kontrolę nad perfekcyjnym planem.
I to zestawienie działa cudownie, jak połączenie sera z makaronem. Niby proste, a jednak magia.
Największą siłą tej książki jest to, że pokazuje coś, o czym łatwo zapomnieć w grudniowej gonitwie: święta nie powstają z confetti, drogich ozdób czy “największego drzewka, jakie widziało osiedle”.
Powstają ze wspólnego bycia razem. Z drobnych gestów. Z ciepła, które nie wymaga prądu ani fajerwerków. I jak na ironię, Wielki Ser odkrywa to dopiero wtedy, gdy nie ma niczego z listy swoich corocznych luksusów.
Pete Oswald znów tworzy kadry tak charakterystyczne, że od razu chce się przewracać kolejną stronę. Kolory skaczą z kartki jak żywe, bohaterowie mają osobowość nawet w wyrazie swoich oczu, a każdy szczegół ilustracji jest jak mała nagroda za uważność. Dla najmłodszych: to wizualna uczta. Dla dorosłych: powód, żeby czytać tę książkę “dziecku”… jeszcze raz. I jeszcze.
To historia, która robi to, co dobre świąteczne opowieści robić powinny. Bawi. Uczy. I jakoś tak niepostrzeżenie ociepla atmosferę w pokoju. Jory John wplata mądre przesłanie bez moralizowania: nie musisz być Wielkim Serem, żeby mieć wielkie święta. Czasem wystarczy jeden przyjaciel, trochę uśmiechu i odrobina odwagi, by zaakceptować, że nie wszystko musi błyszczeć, aby było piękne.
Czy warto? Jeśli szukasz książeczki, która: wywoła śmiech, ma w sobie ciepło jak kakao z piankami, daje pretekst do rozmowy z dziećmi o tym, co naprawdę jest ważne, a przy okazji jest tak ładna, że aż szkoda ją odkładać na półkę, to "Wielki Ser i święta stulecia" sprawdzi się idealnie. To nie tylko opowieść świąteczna. To przypomnienie, że czasem trzeba pozwolić, by coś się posypało, żeby wreszcie zobaczyć, jakie to wszystko jest proste i jakie piękne, kiedy przestaje być perfekcyjne. 🎄🧀✨
Brak komentarzy