Po lekturze poprzednich tomów miałam naprawdę wysokie oczekiwania wobec „Zimogrodu”. Niestety czasem przychodzi ten moment, kiedy trafia się tom, który po prostu nie dorównuje swoim poprzednikom. I muszę z żalem stwierdzić, że czuję rozczarowanie i wielka szkoda, że tym razem nie udało mi się poczuć tych samych emocji, które towarzyszyły mi przy wcześniejszych częściach serii. To zdecydowanie nie jest zła książka, ale dla mnie okazała się najsłabszym tomem cyklu.
Sam pomysł na historię jest świetny. Nowo odkryta kraina, która wydaje się niemal idealnym miejscem do życia, od razu wzbudza ciekawość. Zimogród zachwyca swoją odmiennością, mamy tutaj sterowce, telepatyczne błękitne lisy, rozmowy z morskimi stworzeniami i społeczeństwo oparte na demokracji. Całość tworzy naprawdę niezwykle klimatyczne tło dla całej opowieści i Kristin Cashore po raz kolejny pokazała, jak bogatą wyobraźnię posiada i jak dobrze potrafi kreować fantastyczne światy. Nie zabrakło również politycznych intryg i stopniowego odkrywania, że za pozornie idealnym państwem kryje się znacznie więcej sekretów, niż można przypuszczać. Autorka nie zapomniała także o moralnych dylematach swoich bohaterów, dzięki czemu historia ma nieco głębszy wydźwięk i charakteryzuje całą serię.
Niestety sama fabuła rozwija się dość powoli. Choć nie brakuje ciekawych wydarzeń i momentów pełnych napięcia, przez sporą część książki miałam wrażenie, że akcja stoi w miejscu. Najbardziej wciągnęły mnie rozdziały z Lovisą, która zdecydowanie skradła moje zainteresowanie. Jej historia i rodzinne tajemnice były znacznie ciekawsze niż część wydarzeń związanych z Bitterblue. Największym rozczarowaniem okazał się dla mnie jednak wątek romantyczny. Relacja Giddona i Bitterblue kompletnie do mnie nie przemówiła, nie umiałam się w nią wciągnąć. Zamiast wywoływać emocje, ich rozmowy i wyznania wydawały mi się momentami zbyt naiwne i po prostu mało przekonujące.
Mimo wszystko nie żałuję tej lektury. Nadal uwielbiam świat wykreowany przez Kristin Cashore, a Zimogród jako miejsce zrobił na mnie ogromne wrażenie. Po prostu po poprzednich częściach liczyłam na historię, która porwie mnie od pierwszych stron i nie pozwoli się oderwać. Tym razem tego zabrakło. „Zimogród” to dla mnie słabszy moment bardzo dobrej serii. Fani „Siedmiu Królestw” z pewnością i tak będą chcieli poznać dalsze losy bohaterów, a sam niezwykły świat, polityczne rozgrywki i tajemnice Zimogrodu sprawiają, że warto dać tej książce szansę, nawet jeśli nie dorównuje najlepszym odsłonom cyklu.
Egzemplarz bezpłatny otrzymany w ramach współpracy z wydawnictwem
Brak komentarzy