NAJNOWSZE POSTY

Niektóre historie wchodzą pod skórę tak mocno, że jeszcze długo po ostatniej stronie nosi się je w sobie. „Upadły i pocałunek mroku” właśnie taki efekt wywołuje. To nie jest zwykła kontynuacja historii. To emocjonalna burza, marsz przez ciemność i opowieść o miłości, która nie pyta, czy warto, tylko rzuca się w ogień. Carissa Broadbent po raz kolejny udowadnia, że romantasy może mieć pazur, serce i duszę. Tutaj nic nie jest lekkie ani proste. Świat pogrążony w wiecznej nocy chwieje się pod ciężarem gniewu bogów, zaświaty pękają w szwach, a bohaterowie muszą zapłacić za każde marzenie, każdą nadzieję i każdy oddech. Czuć to od pierwszych stron, tę gęstą atmosferę niepokoju, smutku i nieuchronności.

Mische i Asar to para, która nie potrzebuje lukru, by poruszać do głębi. Ich relacja jest poszarpana bólem, pełna strat, winy i tęsknoty, a jednocześnie niesamowicie silna. Nie dostajemy cukierkowego romansu, tylko uczucie, które przeszło przez piekło i nadal stoi na nogach. Każde spojrzenie, każde słowo, każdy gest między nimi waży więcej niż całe rozdziały w innych książkach. Asar... ciężko nie napisać och, Asar. To jeden z tych bohaterów, którzy zostają w głowie na długo. Nie dlatego, że jest idealny. Wręcz przeciwnie. Jest zraniony, rozdarty, gotowy popełniać błędy i przekraczać granice, by odzyskać to, co utracił. A właśnie tacy bohaterowie są najciekawsi, ci, którzy kochają zbyt mocno i cierpią zbyt głęboko.

Fabuła po spokojniejszym starcie nabiera rozpędu jak lawina. Potem już nie ma litości. Intrygi, zdrady, pościgi, boskie gry, stare sekrety i wybory, które łamią serce. Autorka świetnie balansuje między akcją a emocjami, dzięki czemu czyta się z wypiekami na twarzy. Kiedy wydaje się, że wreszcie nadchodzi chwila wytchnienia, wtedy właśnie wszystko eksploduje. Ogromnym atutem pozostaje też świat przedstawiony. Królestwa Nyaxii żyją, oddychają i nieustannie się zmieniają. Powracające postacie z wcześniejszych tomów są jak spotkanie dawnych znajomych, ale jednocześnie przypominają, że to uniwersum jest jedną wielką, misternie splecioną historią.

A finał? Satysfakcjonujący, intensywny i zostawiający ten cudowny niedosyt, przez który natychmiast chce się więcej. To zakończenie, które domyka pewien rozdział, ale jednocześnie otwiera drzwi do kolejnych katastrof, dramatów i zachwytów.
„Upadły i pocałunek mroku” to książka o miłości, która potrafi przetrwać śmierć, o poświęceniu, które boli i o tym, że nawet w największej ciemności człowiek wciąż szuka światła. Jeśli lubicie fantasy z krwią pod paznokciami, sercem na dłoni i emocjami rozrywającymi klatkę piersiową, to koniecznie wchodźcie w do tego świata bez wahania. Ja przepadłam. I bardzo chętnie przepadnę jeszcze raz.
Egzemplarz bezpłatny otrzymany w ramach współpracy z wydawnictwem 


Brak komentarzy