NAJNOWSZE POSTY

"Nightshade" zapowiadało się jak książka skrojona idealnie pod mój gust: mroczna akademia w szkockim zamku, tajemnicza śmierć rodziców, elitarna uczelnia, romans z synem głównego podejrzanego i oczywiście enemies to lovers. Niestety, im dalej w las, tym większe narastało we mnie rozczarowanie aż do momentu, w którym zamiast czytać, zaczęłam kartkować, byle dotrwać do końca. 

Największym problemem tej historii są zgrzyty fabularne i brak spójności. Bohaterowie potrafią zaprzeczać sami sobie w obrębie kilku stron. Alex raz mówi, że jest w Szkocji tydzień, by chwilę później wspominać o kilku tygodniach pobytu. Ophelia z jednej strony twierdzi, że studenci Nightshade to najgorsi możliwi ludzie, dzieci mafii i morderców, a z drugiej bez większego wahania zdradza ledwo poznanej osobie najbardziej osobistą informację o śmierci swoich rodziców i pragnieniu zemsty. Podobnie jest z jej relacjami: raz kogoś lubi, chwilę później ta sama osoba ją irytuje, raz deklaruje, że nie dała komuś numeru telefonu, by za moment zapisać go w telefonie. Tych sprzeczności jest po prostu za dużo, by dało się je zignorować, jakby autorka gubiła się we własnej fabule.

Do tego dochodzi język, który momentami skutecznie wybija z historii. Wulgarne teksty w stylu „wolałabym nasrać sobie na dłonie” czy „jesteś pozłacanym gównem” pojawiają się nagle, często bez wyraźnego uzasadnienia emocjonalnego. Zamiast wzmacniać charakter postaci lub podkreślać brutalność świata, sprawiają wrażenie wrzuconych na siłę, bardziej niesmacznych niż dosadnych. I tym sposobem Ophelia, 21-letnia dziewczyna, wychodzi na okropnie niedojrzałą i dziecinną, bo to ona ciska pociskami na lewo i prawo, w zależności od humoru.

Książka reklamowana jest jako mroczny romans z wątkiem mafijnym, ale oba te elementy szczerze stwierdzając, wypadają blado. Mafia wygląda tu jak dodatek „do odhaczenia tropu”, a nie realne zagrożenie. Z kolei romans rozwija się chaotycznie: od niechęci do obsesji przechodzimy niemal bez etapu pośredniego. Brakuje stopniowego budowania relacji, rozmów, scen, które uzasadniałyby tak silne emocje. Wszystko po prostu się dzieje. Dodatkowo bohaterowie zachowują się momentami bardziej jak nastolatki z YA niż studenci elitarnego uniwersytetu, co jeszcze bardziej osłabia rzekomą „mroczność” historii.

I właśnie mrok. Samo pojawienie się morderstwa czy traumatycznych wątków nie czyni jeszcze książki mrocznym romansem. Alex, który momentami przypomina bardziej „cynamonową bułeczkę” niż niebezpiecznego bohatera, kompletnie nie pasuje do tej etykiety. Brak tu ciężaru, napięcia i atmosfery realnego zagrożenia, które obiecywał opis. Muszę jednak przyznać jedno: zakończenie było najmocniejszym elementem książki. Gdyby cała historia utrzymywała tempo i emocje z ostatnich rozdziałów, moje wrażenia byłyby zupełnie inne. Niestety, na tle całości to za mało, by uratować lekturę, która przez większość czasu zwyczajnie mnie nudziła.

„Nightshade” miało ogromny potencjał, ale nie potrafiło go wykorzystać. Chaos fabularny, niespójne postacie, przesadzony język i niewiarygodny romans sprawiły, że zamiast mrocznej, wciągającej historii dostałam książkę, która ciągle mnie z niej wyrywała. Szkoda, bo pomysł naprawdę zasługiwał na coś więcej. To pierwsza książka Wydawnictwa Jaguar, która mnie rozczarowała :( 


Egzemplarz bezpłatny otrzymany w ramach współpracy z wydawnictwem 

Brak komentarzy