„Gideon z Dziewiątego” to książka, która nie bierze czytelnika za rękę. Raczej łapie go za kołnierz, wrzuca do zimnej krypty i mówi: radź sobie. I trzeba uczciwie powiedzieć, że początek czyta się ciężko. Zostajemy wrzuceni w obcy świat bez instrukcji obsługi: jest Cesarz, są Domy (dziewięć!), nekromanci, kawalerowie, starożytne rytuały i tona nazw własnych, które na starcie potrafią skutecznie zamieszać w głowie. Łatwo się zgubić i przez pierwsze rozdziały bardziej dryfować, niż faktycznie płynąć z fabułą. A jednak… ten chaos jest celowy.
Cesarz potrzebuje nekromantów. Nekromantka z Dziewiątego potrzebuje wojowniczki. A wojowniczka ma miecz, kilka sprośnych gazetek i serdecznie dość grobowego smrodu. Gideon Nav to bohaterka wychowana w miejscu, gdzie życie jest tanie, a śmierć robocza. Otoczona przez skostniałe mniszki, milczących służących i armię szkieletów, marzy tylko o jednym: uciec. Nie zostać kolejną kością w murze Dziewiątego Domu, nie skończyć jako ożywiony trup. Plan jest prosty, spakować miecz, buty i pornoziny, i zniknąć. Problem w tym, że jej odwieczna zmora, Harrowhark Nonagesimus, nie zamierza pozwolić jej odejść za darmo.
Harrow, genialna, okrutna i przerażająco młoda nekromantka zostaje wezwana przez Cesarza, by wziąć udział w śmiertelnych próbach. Nagroda? Nieśmiertelność i potęga u boku Wskrzeszenia. Jest tylko jeden haczyk: żaden nekromanta nie przetrwa bez kawalera. A jedynym mieczem, jaki Dziewiąty Dom ma pod ręką, jest Gideon. Relacja Gideon i Harrow to jedno z najmocniejszych ogniw tej książki. Pełna jadu, sarkazmu, wzajemnej nienawiści i dziwnej, niewypowiedzianej zależności. Ich dialogi iskrzą czarnym humorem, a napięcie między nimi bywa ciekawsze niż same nekromanckie próby.
Kiedy fabuła wreszcie się rozkręca, klimat gęstnieje: pojawia się mrok, brutalność, zagadki i turniej, który bardziej przypomina koszmar niż sprawdzian umiejętności. Druga połowa książki jest zdecydowanie silniejsza, bardziej spójna, bardziej intensywna, momentami naprawdę wciągająca. A zakończenie? Plot twist, którego łatwo się nie spodziewać.
Czy to książka idealna? Nie. Nie jest „nieodkładalna”, nie prowadzi czytelnika łagodnie i wymaga cierpliwości. Jeśli ktoś nie lubi chaosu, nadmiaru nazw i świata, który odsłania się skrawkami, może się odbić już na starcie. Ale jeśli dasz jej czas, odwdzięczy się humorem, charyzmatyczną bohaterką i historią, która zostaje w głowie. „Gideon z Dziewiątego” to niełatwa przeprawa przez kości, nekromancję i sarkazm. Ale dla tych, którzy lubią mroczne klimaty, silne bohaterki i opowieści, które nie idą na skróty, może okazać się bardzo satysfakcjonującą podróżą. 🗡️💀
Brak komentarzy