Co byś zrobił, gdyby fikcja nagle okazała się rzeczywistością? I gdyby okazało się, że to TY jesteś jednym, z elity mającej uratować świat przed zagładą?
"Armada" to książka, która opowiada o życiu Zacka Lightmana- osiemnastoletniego ucznia, zapalnego gracza Armady , którego życie zmienia się o 180°.
Zacznijmy od tego, że "Armada" to jedna z tych historii, które pod płaszczem prostej powieści dla młodzieży skrywają sprawy skomplikowane i dotyczące wielu z nas.
Pozwólcie, że zapytam: komu śmierć nie zabrała bliskiej osoby?
Zack na pewno wie o co chodzi, ponieważ jego tata umarł, kiedy chłopak był zaledwie niemowlęciem. I jak tu nie mówić o stracie?
Nie zdradzę wam, oczywiście, co jest jedną z ogromnych zmian w życiu Zacka, ale niektóre z wątków w książce, niektóre z przemyśleń i sytuacji w życiu chłopaka są po prostu bliskie naszym marzeniom.
Nie myślcie jednak, że to książka trudna, skomplikowana i, że będziecie się przy niej męczyć- co to, to nie!
Styl pisania, którym posługuje się Ernest Cline jest... porywający.
Cudowne, niespodziewane zwroty akcji.
Zmyłki na każdym kroku.
Szał, istny szał.
W książce przeszkadzało mi kilka rzeczy, a kilka na początku wydawało się wadami, a w końcu dopiero po przeczytaniu pokaźnego kawałka książki okazały się zaletami.
Po pierwsze, coś czego nie mogę przeboleć to małe literki w książce. Rozumiem, że gdyby czcionka była większa to i książka grubsza i w konsekwencji pewnie droższa. Ale ci maluczcy sprawiają, że boli mnie głowa, oczy krzyczą...
A umysł chce wiedzieć, co będzie dalej!
Po drugie, bardzo dużo fachowego nazewnictwa statków, samolotów, akcji, w których dość ciężko było mi się połapać, bo gracz ze mnie taki jak rosyjska baletnica- czyli żaden.
That's it, cieszę się bardzo, że mogę wam zakomunikować, iż to koniec wad.
A co z rzeczą, która wadą się wydawała, a nie jest?
Na początku książki znajdziecie bardzo długi wstęp do akcji... tak długi, że nie wiem czy mogę to nazwać początkiem. Ten wstęp to 1/3 książki i na początku mnie to niecierpliwiło: dużo opisów gier, tłumaczenia terminów, ogólnie światek gracza.
...
No i, moje robaczki, nie ładnie z mojej strony oceniać! Bo gdyby nie ten wstęp to podejrzewam, że później ciężko mi byłoby zorientować się w czymkolwiek!
A tak?
Akcja nadeszła, a ja czytałam z przyjemnością!
W jednym momencie tylko zatarła mi się gra z rzeczywistością, co pewnie było nieuniknione, bo sama rzeczywistość jest dość nierealna.
Otóż, okazuje się, że naszą błękitną Ziemię atakują kosmici! Oczywiście, jak to bywa w takich sytuacjach rząd podnosi głowę i... ta dam! Mamy całkiem zgrabną książkę.
Nie wolną od wzruszających momentów.
Napisaną bardzo dobrym stylem. Ernest Cline nie przedłuża książki na przymus. To, co powinno w niej być to jest, a zbędna reszta została pożegnana.
Mam wrażenie, że w książce mogą zakochać się nie tylko fani gier, ale i wszyscy inni. Bez obaw, skoro ja się połapałam to wy też to zrobicie.
Wspomniałam, że książka jest przedstawicielem gatunku science fiction?
Nie?
No to wspominam.
Tak się składa, że to mój pierwszy raz z tym gatunkiem i nie żałuję.
A grafika w książce jest po prostu bajeczna.
Cudowne plany na zakładkach i wnętrzu okładki. Cudowne ilustracje przy podziałach na "Strefy" i cudowna okładka. Feeria zrobiła kawał dobrej roboty - pomijając te diabelne, okropne literki!
Jeśli jednak wam to nie przeszkadza to zachęcam, bardzo, KOSMICZNIE zachęcam do przeczytania tej cudowności.
Chyba kupię sobie "Player One" pana Ernesta.
Dajcie znać co sądzicie.
Och, i jeśli znacie jakieś pozycje sci-fi, które powinnam przeczytać to śmiało, dodaję ten gatunek na listę "Must heaven, czyli książki z mojego osobistego nieba, które koniecznie muszę mieć".
Wydawnictwo
Ocena: 9,5/10
Pisała dla was Iza ♡

Brzmi to to nico jak Gra Endera :P Ja za Science-fiction nie przepadam, od razu ma przed oczami Star Treka, Gwiezdne Wojny i te wszystkie sztucznie wyglądające statki kosmiczne :< Nie ciągnie mnie do tej pozycji, no cóż na to poradzę, ale cieszę się, że Tobie przypadła do gustu :P
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko,
Q.
PS. Może skusisz się na wzięcie udziału w moim konkursie: https://doinnego.blogspot.com/2016/08/moj-pierwszy-konkurs.html ? ;)
Ooo, tak! Mnie podobała się bardzo, chociaż na początku też się na to nie zapowiadało ;)
UsuńPozdrawiam serdecznie, Iza :)
Och, i oczywiście, że wpadnę do ciebie na konkurs ;)
Science-fiction to nie jest moja dobra strona choć recenzja zachęcająca :)
OdpowiedzUsuńTo też nie mój gatunek, ale chyba wszystko zależy od tego ja napisana jest książka. A "Armada"? Jest napisana super, porywającym stylem. Nic, tylko czytać :)
UsuńPozdrawiam ciepło, Iza ;)
Też czasami mam podobnie podczas czytania. Zauważam jakieś wady książki, które mi się nie podobają, irytują.. ale po dalszym czytaniu to wszystko się niweluje i jakby nabiera sensu. No, fachowe nazewnictwo w książkach może być dużym problemem... a małe literki też kiepska sprawa, ogólnie lubie duży i przejrzysty druk. Pozdrawiam Cie! Będę wpadać;)
OdpowiedzUsuń(recenzentka-ksiazek.blogspot.com)
Rozgość się :D
UsuńDuże litery szybciej się czyta, a nad małymi troszkę trzeba się pomęczyć, ale pół biedy kiedy książka jest ciekawa :D
Pozdrawiam, Iza :)
Opisujesz tę książkę jako bardzo ciekawą i porywającą. Trochę mało wiem o fabule... Także nawet nie wiem, czy to książka dla mnie, ale sądząc po tych statkach to raczej nie bardzo.
OdpowiedzUsuńSzkoda, ze te literki takie małe. Gdy człowiek bardzo chce czytać, a oczy mu na to nie pozwalają, to można się zdenerwować.
Pozdrawiam, Katia z zaczytana-i.blogspot.com
Bardzo chętnie opisałabym fabułę, ale obawiam się, że książka jest tak zapełniona akcją, że zbyt dużo szczegółów byłoby po prostu spoilerem.
UsuńPozdrawiam, Iza.
Okładka przyciąga wzrok, a opis jest całkiem ciekawy. Tylko ze mnie też słaby gracz, więc ciekawe, czy przebrnęłabym przez to słownictwo. No i też nie lubię tej malutkiej czcionki, bo bardziej męczy oczy.
OdpowiedzUsuńNo ale kto wie, może jak wpadnie mi w ręce, to spróbuję poznać losy Zacka. ;)
Pozdrawiam,
Amanda Says
Na pewno warto je poznać :)
UsuńZgadzam się, okładka przyciąga wzrok, a cudowna grafika w książce wynagradza małe litery :)
To książka, która jest w moich czytelniczych planach od dana. ;)
OdpowiedzUsuńPolecam z całego serca, a skoro masz ją w planach to tym bardziej ;)
UsuńPozdrawiam, Iza :)
Moje oczy nie tolerują małej czcionki :)
OdpowiedzUsuńMoje oczy niestety też miały problem, ale książka porywa, więc musiałam czytać :D Książka Moim Panem :D
UsuńPozdrawiam, Iza :D
Może odpowiem najpierw na Twoje pytanie, co zrobiłabym gdyby fikcja okazała się rzeczywistością. No cóż, gdyby przed oczyma zmaterializowałby mi się Jace Herondale to padłabym trupem. A nieeee, najpierw zmacałabym od stóp do głów, a potem padłabym trupem.
OdpowiedzUsuńCo do książki: ajjjj, znów uszczędzanie wydawnictwa na książce - "kocham to".
Kurde, podejrzewam, że w połowie tego "Wstępu" padłabym jak kawka i rzuciłabym tę książkę w cholerę. A propos: strasznie nie podoba mi się ta okładka, takie zwykle mnie odstraszają, bo kojarzą mi się z "Gwiezdnymi wojnami", których nie lubię ;<
O o, ale zaraz czytam, że są obrazki!
Myślałam, że nie przeczytam tej książki, ale skoro są obrazki to pójdę chociaż do księgarni i pooglądam xD
Pozdrawiam :*
Jace, powiadasz? Nie no, gdyby tą fikcją miał się okazać on to chyba już zacznę nosić kajdanki, żeby już nigdy nie uciekł (nadzieja umiera ostatnia :D)
UsuńPooglądaj, pooglądaj :D
Ja w połowie "Wstępu" padałam jak kawka, ale warto było czytać ;)
Pozdrawiam ciepło, Iza ;)
Wydaje się bardzo ciekawa, zwłaszcza, że przypomina marzenia wielu z nas :) Przy nadarzającej okazji na pewno przeczytam :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Jabłuszkooo ♡
SZELEST STRON
Niedługo powinna pojawić się recenzja "Strażniczki książek"... to dopiero są marzenia wielu z nas! :D
UsuńPolecam bardzo ;)
Pozdrawiam serdecznie, Iza ;)
Nie przekonuję mnie ta książka :/ Gdy słyszę Science-fiction jeży mi się sierść na grzbiecie xd hahaha
OdpowiedzUsuńAle cieszę się że tb przypadła do gustu :*
Pozdrawiam cieplutko <3
Nowy rozdział
Też nie byłam przekonana do sci-fi... I myślę, że jakieś poważniejsze, by mi się nie spodobało. Ale "Armada" jest świetną książką dla młodzieży :D
UsuńPozdrawiam serdecznie, Iza :)
Długi wstęp, masa opisów, fachowe nazewnictwo... Oj nie, odpuszczę sobie tym razem.
OdpowiedzUsuńJak często wspominam- nie wszystko dla wszystkich. Nie ma też, co czytać na siłę, bo jest mnóstwo książek, które można przeczytać z przyjemnością :D
UsuńPozdrawiam, Iza ;)
Oo, to coś dla mnie! Lubię, jak poza główną akcją w książce można doszukać się ważnego przesłania i jestem bardzo ciekawa, jak wypadło ono w powieści Ernesta Cline'a. Ale fachowego nazewnictwa nie lubię i często się w nim gubię ://
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam na recenzję "Wszystkich jasnych miejsc" Jennifer Niven! pattbooks.blogspot.com
Na szczęście w książce wszystko tłumaczone jest przejrzyście, a później nie ma problemu ze zrozumieniem ;)
UsuńJasne, że przeczytam, bo WJM są na mojej liście :D
Pozdrawiam, Iza :)
Ta książka to moje: Koniecznie przeczytaj. Sama książka już czeka na mnie w bibliotece :D
OdpowiedzUsuńPS. Nominowałam Cię do LBA szczegóły TUTAJ
No to koniecznie przeczytaj, bo warto ;)
UsuńOdpowiedzi do LBA na pewno wkrótce się pojawią ;)
Małe literki również mi przeszkadzają, ale radzę sobie z nimi z dzielną miną. :) Wierzę, że książka porwie mnie tak jak ciebie!
OdpowiedzUsuńPrzetrwam nawet przydługi wstęp i fachowe nazewnictwo.
Pozdrawiam!
No i takie podejście mi się podoba!
UsuńPozdrawiam ciepło, Iza :D
Hmmm... Raczej książka nie dla mnie. Małe literki też mnie denerwują.
OdpowiedzUsuńNie wszystko dla wszystkich :)
UsuńPozdrawiam, Iza :)