Seria „Malutki Lisek i Wielki Dzik” zachwyca swoją spokojną narracją, poetyckim rytmem i ciepłem, które bije z każdej strony. Dziesiąty tom, zatytułowany „Awantura”, nie odbiega od tego klimatu, choć tym razem autorka, Berenika Kołomycka, kieruje reflektory nie na tytułowych bohaterów, lecz na grupkę małych łasiczek. I to właśnie one stają się osią opowieści o emocjach, które bywają trudniejsze do okiełznania niż jakiekolwiek przygody.
Akcja rozgrywa się w czasie Jasnoty, najdłuższego dnia w roku, gdy wszystkie zwierzęta z dolinki spotykają się, by świętować, cieszyć się sobą i wymieniać drobnymi upominkami. To święto radości, wspólnoty i wdzięczności. Jednak nie dla wszystkich. Jedna z małych łasic pragnie podarować Królikowi coś wyjątkowego, a jej ambicja prowadzi do spięć z siostrami, a w konsekwencji do prawdziwych kłopotów.
Autorka nie moralizuje, lecz subtelnie pokazuje, jak rodzi się złość: z niezrozumienia, z poczucia niesprawiedliwości, z potrzeby uznania. Widzimy, że gniew może przybierać różne formy - od cichego fukania po gwałtowne wybuchy i że często to, co wydaje się błahostką, może urastać do rangi prawdziwej awantury. Kołomycka z niezwykłą empatią rysuje świat emocji: nie tylko tych dziecięcych, ale bardzo ludzkich, bliskich każdemu z nas.
W tym tomie Lisek i Dzik schodzą na drugi plan, pozostając gdzieś w tle jako mądrzy, wspierający obserwatorzy. Na pierwszy plan wysuwają się za to relacje między młodszymi bohaterami, pełne drobnych napięć, ale i lekcji o tym, czym jest uważność na uczucia innych. Choć historia nie kończy się klasycznym „happy endem”, przynosi cenną refleksję: czasem to, czego tak bardzo pragniemy, wcale nie jest warte energii i emocji, jakie w to wkładamy.
Jak zawsze, ilustracje Kołomyckiej zasługują na osobne uznanie. Utrzymane w przytłumionych, ziemistych barwach, niosą spokój i melancholię. Ich prostota jest pozorna, w każdym kadrze czuć emocje, a minimalizm formy podkreśla wagę treści. To nie tylko komiks, ale małe dzieło sztuki wizualnej. Jednak mam pewne uwagi, co do pewnej dość drastycznej sceny jak dla dzieci, w której jedna łasiczka gryzie ogon drugiej i pojawia się krew. Osobiście moje dziecko przestraszyło się tej sceny, było smutne i nie mogło zrozumieć, dlaczego tak się wydarzyło, tym bardziej że łepek zdenerwowanej łasiczki jest naprawdę straszny, z białymi białkami niczym z horroru.
„Awantura” to nie tyle opowieść o konflikcie, co o zrozumieniu i wyciszeniu. Idealna lektura na chwilę zadumy, dla dzieci, ale też dla dorosłych, którzy może zbyt często zapominają, jak trudno czasem odłożyć złość na bok. To dobra lektura do wspólnej rozmowy o emocjach i ich konsekwencjach, kiedy nie zostaną poskromione.
Brak komentarzy