Bubuś tym razem ma przed sobą niełatwe zadanie. Kiedy las przypomina rozgrzaną patelnię, ktoś musi zachować zimną głowę albo chłodny dziób. Na szczęście nasz puchaty bohater potrafi patrzeć szerzej niż tylko na czubek własnych piór. A przy okazji jego letnia przygoda okazuje się czymś więcej niż opowieścią o ratowaniu lasu. To również historia o samotności, szukaniu swojego miejsca i o tym, że czasami ktoś pojawia się w naszym życiu zupełnie niespodziewanie i robi w nim małe pogodowe zamieszanie.
Ogromnym plusem są bohaterowie drugoplanowi. Mamy dziki z własnym „meteotatą”, radiowe leśne wiadomości i postacie, które trudno wyrzucić z pamięci. Szczególnie te bardziej ekscentryczne. Autor wyraźnie dobrze bawił się podczas tworzenia tej historii i tę swobodę czuć podczas czytania. Podoba mi się też to, że książka nie straszy dzieci katastrofami ani nie zasypuje ich suchymi faktami. Pokazuje, że natura jest fascynująca, ale też delikatna i wymaga troski. Przemyca ważne rzeczy o odpowiedzialności za środowisko, rodzinie, przyjaźni i uważności, bez efektu szkolnej lekcji z notatką na koniec. A najbardziej szkoda chyba tego, że wraz z ostatnią stroną zostaje poczucie: „To już?”. Bo kiedy przez chwilę mieszka się w lesie razem z Bubusiem i jego ekipą, trudno nie mieć ochoty na jeszcze jedną pogodową przygodę. Ta książka zostawia po sobie coś bardzo przyjemnego, a mianowicie uśmiech i ochotę, żeby wyjść na spacer, spojrzeć w niebo i sprawdzić, co dziś mówi pogoda.
Brak komentarzy